poniedziałek, 10 marca 2014
sobota, 8 marca 2014
♥ Dzień Kobiet ♥
Etykiety:
by BigTimeChris
,
z Loganem
Z okazji DNIA KOBIET, BigTimeChris napisał dla Was nadprogramowe opowiadanie. Zupełnie inny styl, ale i okazja jest wyjątkowa. Wszystkiego najlepszego kobiety i dziewczęta ;)
AM, RB i BTC
________________________________________________
Przenieś się w niesamowity świat fantazji i wyobraź sobie,
że w sobotni wieczór wracasz z pracy wkurzona na szefa, że musiałaś zostać po
godzinach. W rękach masz torby zakupów, które zrobiłaś zaraz po wyjściu z
biurowca. Otwierasz drzwi i zamykasz je za sobą kopniakiem. Wchodzisz do
przedpokoju, ściągasz buty i płaszcz. Chcesz zanieść zakupy do kuchni, kiedy
nagle przed tobą staje Logan w szlafroku i z różą w zębach, klęka przed Tobą.
- Wszystkiego najlepszego kochanie. – Mówi z uśmiechem na ustach, podając Ci kwiat.
- Dziękuję, ale ja nie mam dziś urodzin. – Oznajmiasz, trzymając go i wąchając jego zapach.
- Przecież wiem. Dzisiaj jest dzień kobiet, zapomniałaś?
- A no tak, racja. Taka okazja i tylko różę od Ciebie dostaję? Ale bieda.. – Droczysz się z nim.
- To nie wszystko. – Mówi Logan, patrząc na Ciebie zadziornie i ściągając szlafrok.
Kiedy zrzuca z siebie strój, widzisz jego nagie ciało owinięte czerwoną wstążką. Uśmiechasz się pod nosem i nie dowierzasz własnym oczom.
- Wszystkiego najlepszego kochanie. – Mówi z uśmiechem na ustach, podając Ci kwiat.
- Dziękuję, ale ja nie mam dziś urodzin. – Oznajmiasz, trzymając go i wąchając jego zapach.
- Przecież wiem. Dzisiaj jest dzień kobiet, zapomniałaś?
- A no tak, racja. Taka okazja i tylko różę od Ciebie dostaję? Ale bieda.. – Droczysz się z nim.
- To nie wszystko. – Mówi Logan, patrząc na Ciebie zadziornie i ściągając szlafrok.
Kiedy zrzuca z siebie strój, widzisz jego nagie ciało owinięte czerwoną wstążką. Uśmiechasz się pod nosem i nie dowierzasz własnym oczom.
piątek, 7 marca 2014
Owocowy deser.
Etykiety:
by RusherBerry
,
z Carlosem
- Hej, skarbie, co robisz? - zapytał, obejmując mnie w pasie.
- Robię sobie sałatkę, chcesz też?
- Tak chętnie, ale mam lepszy pomysł.
- Jaki?
- Idź sobie do salonu, a ja cię zawołam.
- Ale co z moją sałatką?
- Przekonasz się - zabrzmiało to tajemniczo.
Na prośbę Losa wyszłam z kuchni i usiadłam sobie w salonie. Nie byłam za
bardzo pewna co zrobi, ale zaufałam mu.
Po 20 minutowym oczekiwaniu Carlos zawołał mnie. Weszłam do kuchni i mnie
zamurowało. Carlos leżał na stole nagi, przybrany w owoce, czekoladę i bitą
śmietanę.
wtorek, 4 marca 2014
Jak gdzieś utknąć, to tylko z Tobą.
Etykiety:
by RusherBerry
,
z Jamesem
Było już dosyć ciemno, wracałam od
przyjaciółki, z którą trochę pobalowałyśmy. Chwiałam się lekko, ale nie tak,
żeby zaraz każdy coś podejrzewał. Moich rodziców nie było w domu, więc mogłam
sobie pozwolić na takie coś.
Przywitałam się z portierem i poszłam w stronę windy. Lorens, bo tak się nazywał patrzył na monitor, gdzie widniały nagrania z różnych korytarzy, windy czy piwnicy. Obiekt był monitorowany prawie wszędzie, oczywiście nie w mieszkaniach.
- Proszę zaczekać! - krzyknęłam i szybko dobiegłam do windy, która się prawie zamknęła.
Był już w niej dwudziestu kilku letni mężczyzna, dość wysoki, szczupły, wysportowany i bardzo przystojny. Uśmiechnęłam się do niego, a on do mnie. Miał taki słodki uśmiech. Nacisnęłam guzik z numerem 10 i znowu wyszczerzyłam się do przystojniaka. Drzwi się zamknęły, a winda ruszyła. Zerkałam czasami na niego, a przez to, że alkohol szumiał mi w głowie zachowywałam się dość swawolnie i zalotnie. On chyba tego nie widział, bo trzymał ręce za plecami i czekał, aż winda się otworzy na jego piętrze. Droga mijała spokojnie, aż do 5 poziomu. W jednej chwili coś szarpnęło windą i zgasły światła. O mało nie upadłam, ale na szczęście złapałam się barierki. Wystraszyłam się, nigdy w życiu coś takiego mnie nie spotkało. Mężczyzna obok mnie zaczął naciskać guziki, ale nic to nie dało, jedyne rozbłysły światła awaryjne.
- Utknęliśmy tutaj - powiedział.
- Co?! Jak to utknęliśmy, ale chyba ktoś nas uratuje? - panikowałam.
- Spokojnie, zaraz zadzwonię do Lorensa - wyjął telefon z kieszeni.
- Dobrze znasz Lorensa?
- No jasne, mieszkam tutaj dłużej niż ty - zaśmiał się.
Przywitałam się z portierem i poszłam w stronę windy. Lorens, bo tak się nazywał patrzył na monitor, gdzie widniały nagrania z różnych korytarzy, windy czy piwnicy. Obiekt był monitorowany prawie wszędzie, oczywiście nie w mieszkaniach.
- Proszę zaczekać! - krzyknęłam i szybko dobiegłam do windy, która się prawie zamknęła.
Był już w niej dwudziestu kilku letni mężczyzna, dość wysoki, szczupły, wysportowany i bardzo przystojny. Uśmiechnęłam się do niego, a on do mnie. Miał taki słodki uśmiech. Nacisnęłam guzik z numerem 10 i znowu wyszczerzyłam się do przystojniaka. Drzwi się zamknęły, a winda ruszyła. Zerkałam czasami na niego, a przez to, że alkohol szumiał mi w głowie zachowywałam się dość swawolnie i zalotnie. On chyba tego nie widział, bo trzymał ręce za plecami i czekał, aż winda się otworzy na jego piętrze. Droga mijała spokojnie, aż do 5 poziomu. W jednej chwili coś szarpnęło windą i zgasły światła. O mało nie upadłam, ale na szczęście złapałam się barierki. Wystraszyłam się, nigdy w życiu coś takiego mnie nie spotkało. Mężczyzna obok mnie zaczął naciskać guziki, ale nic to nie dało, jedyne rozbłysły światła awaryjne.
- Utknęliśmy tutaj - powiedział.
- Co?! Jak to utknęliśmy, ale chyba ktoś nas uratuje? - panikowałam.
- Spokojnie, zaraz zadzwonię do Lorensa - wyjął telefon z kieszeni.
- Dobrze znasz Lorensa?
- No jasne, mieszkam tutaj dłużej niż ty - zaśmiał się.
sobota, 1 marca 2014
Big Time Break Up
Etykiety:
Big Time Story
Następnego dnia pierwszymi gośćmi
Jennifer była Camille i Logan. Po cichu wsunęli się do sali i na widok uśmiechniętej
Jen, odetchnęli z ulgą, bo przez kilka ostatnich dni była w kompletnym dołku.
- Cześć kochani. - powiedziała
trochę zmęczonym głosem.
- Jak się czujesz?-zapytała
zatroskana Camille.
- Fizycznie lepiej, choć nadal
bardzo szybko się męczę.
- A psychicznie?
- Psychicznie to nadal do
dupy. Psycholog mi pomaga, ale i tak mam wszystkiego dość.
- Jen, musisz wrócić do formy
bo zostaniesz matką chrzestną.
- Co takiego? Czyją matką
chrzestną?
- Naszego dziecka. - powiedziała
uradowana Camille, chwytając Logana za rękę.
- O matko! Gratuluję! Logan,
ty łobuzie. Chodźcie, niech was wyściskam.
- Lepiej powiedz nam kiedy cię
wypuszczą. - Logan wymigał się od uścisku
- Podobno pod koniec tygodnia.
- To jeszcze 4 dni. Czemu tak
długo? - zdziwiła się Camille - Przecież możesz mieć opiekę w domu.
- Lekarzowi nie podobają się
moje wyniki krwi. Ostatnie badanie wykazało, że mam cukrzycę.
- Cukrzycę?
- Nie będę musiała brać
insuliny, ale prawdopodobnie dostanę jakąś dietę.
- Dla ciebie dieta to coś
gorszego niż przymus brania insuliny. - zaśmiał się Logan
- Odezwał się ten, który jest
uzależniony od fast foodów. - odgryzła się Jennifer
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)


