wtorek, 29 lipca 2014

Porwana i porywacz - misja szpieg

*James*

- Na co masz dziś ochotę? – zapytałem Nicole
- Na ciebie. – odpowiedziała ciągnąc mnie za kołnierzyk koszuli
- Miałem na myśli coś do jedzenia. – zganiłem ją próbując udawać poważny ton, ale chyba mi to nie wyszło.
- Hmm, no to może owoce morza?
- Restauracja Mirello? – zaproponowałem
- Ty znasz się na tym lepiej.
- No to leć, ubierz się w coś eleganckiego.
Gdy tylko Nicole opuściła salon, zadzwonił mój telefon.
- Słucham.  – odebrałem szorstko
- Mamy informacje o ludziach, którzy was śledzą. – usłyszałem po drugiej stronie głos mojego starego kumpla.
- Matthew?  Gdzie Witalij? To on prowadzi tę sprawę.
- To chyba nie rozmowa na telefon. Mogę wpaść do ciebie?
- Jeśli to takie ważne.
- Sam się przekonasz.
Ton jego głosu mnie zaniepokoił. Nie chciałem jednak snuć domysłów. Poszedłem do garderoby, gdzie Nicole przeglądała ubrania nie mogąc się zdecydować co włożyć.
- Ułatwię ci sprawę. Nie musisz się przebierać. Kolację zjemy w domu. Ktoś do nas wpadnie. – powiedziałem zerkając zza winkla, na roznegliżowaną Nicole.
- Będziemy mieli gości? Chyba pierwszy raz.
- To raczej służbowe spotkanie, ale racja, to będzie nasz pierwszy gość.
- I tak musze jakoś wyglądać, więc pomóż mi coś dobrać do tej spódnicy.
- Jak dla mnie mogłabyś być nago. – zaproponowałem
- Dla ciebie może tak, ale co na o twój gość?
- On pewnie też nie miałby nic przeciwko temu. – zaśmiałem się wyobrażając sobie jak Matthew wchodzi do naszego mieszkania, a naga Nicole proponuje mu kawę lub herbatę.
- Chciałbyś, żeby obcy mężczyzna patrzył na moje nagie ciało?
- Masz rację, nie chciałbym. Jedyne czego chcę to wziąć cię teraz, tu, na podłodze.
- O nie, nie. Kiedy ten twój gość ma przyjść?
- W zasadzie nie wiem.
- A co by było, gdyby przyszedł, a my bylibyśmy w trakcie?
- Nie wpuściłbym go, dopóki byśmy nie skończyli.
- Istniałoby ryzyko, ze spędziłby tam cały wieczór. Zabawimy się po kolacji.
- Obiecujesz?
- Czy ja ci kiedyś nie dałam tego czego chciałeś, jeśli chodzi o sferę erotyczną?
Te iście małżeńskie przegadywanki przerwał nam dzwonek do drzwi.
- To pewnie Matthew. Pójdę otworzyć, a ty się ubierz. 

*Nicole*

Kiedy weszłam do salonu, gość Jamesa siedział już na kanapie. Wyglądał dość młodo. Powiedziałabym nawet, że był młodszy od Jamesa. Miał bujne, czarne włosy, które kosmykami spadały mu na oczy. Co jakiś czas potrząsał głową, aby strząsnąć je z czoła. Nie byłam pewna jak się z nim przywitać, więc tylko chrząknęłam, aby zwrócić na siebie uwagę obu mężczyzn. Na mój widok gość poderwał się z kanapy i ze zdziwieniem wpatrywał się w moją postać, jakbym była co najmniej duchem. James spokojnie wstał, podszedł do mnie i gestem zapraszając swojego znajomego, by podszedł, powiedział:
- Matthew, poznaj Nicole, moją narzeczoną. Nicole to jest mój przyjaciel Matthew.
- Miło mi. – odpowiedziałam szczerze i wyciągnęłam rękę do Matta
- Narzeczona? – zdziwił się mężczyzna, ale odwzajemnił mój uśmiech i uścisnął moją wyciągniętą dłoń.
Nachylił się do Jamesa i szepnął mu do ucha:
- Myślałem, że się jej pozbyłeś.
- Dużo by opowiadać. – powiedział James – Kochanie, zrobisz nam jakiegoś drinka? – dodał, przepraszając mnie wzrokiem za nieodpowiednie zachowanie jego kumpla.
Poszłam do kuchni i szybko przygotowałam ulubione drinki Jamesa. Tyle razy już je przygotowywałam, że robiłam wszystko automatycznie, skupiając słuch na rozmowie dochodzącej z salonu.
- Sprawy nie wyglądają dobrze. – zaczął Matt
- Co z Witalijem? – zapytał James, a w jego głosie usłyszałam nutę zaniepokojenia
- Poległ w trakcie ucieczki. Odkryli jego podsłuchy i szybko go namierzyli. Zostawił wszystko i zaczął uciekać, ale dopadli go po kilku dniach na przejściu granicznym z Kanadą.
- To by wyjaśniało czemu nie miałem od niego raportów.
Zdziwiłam się, że James najpierw udaje troskę o tego Witalija, a potem narzeka na brak raportów. W wyniku wykonywania jego rozkazów, zginął człowiek, a on podchodzi do tego z taką łatwością. Rozlałam drinki do szklanek, przystroiłam plasterkami limonki i wróciłam do salonu.
- Ale wiemy już o co w tym wszystkim chodzi. Z ostatnich zapisów podsłuchu wynika… - Matt urwał zdanie, gdy weszłam z drinkami.  
Postawiłam szklanki na stoliku, a sama usiadłam skrzyżnie na fotelu i przybrałam pozę uważnego słuchacza. Matt popatrzył na mnie, potem na Jamesa, jakby spodziewał, że ten karze mi wyjść. James spokojnie powiedział:
- Kontynuuj.
- A ona? – zapytał, tym razem nie kryjąc już, że nie pasuje mu moja obecność.
- A ona, zostaje. – odpowiedział stanowczo piorunując Matta wzrokiem
Matthew jeszcze raz popatrzył na mnie nieufnie i kontynuował:
- A więc, z tych nagrań dowiedzieliśmy się, że pewna szycha zbiera informacje na nasz temat. Nasz, to znaczy wszystkich, którzy kierują jakimiś grupami przestępczymi.
- Co to za szycha i ile wie? – zapytał James
- Niejaki Alex Fabregas i obawiamy się, że może wiedzieć już dużo. Witalij pewnie nie puścił pary z ust, ale ostatnio zniknęło nam kilku ludzi. Nie wiemy gdzie się podziali, ale może stać za tym Alex.
- A co my o nim wiemy?
- Fabregas to raczej nie jego prawdziwe nazwisko, bo nie możemy dojść do żadnego członka jego rodziny. Wszystkie zdobyte informacje trzyma na przenośnym dysku. Nasi informatycy codziennie obserwują duży transfer danych na jego komputer, ale wszystko szybko znika i nie są w stanie niczego skopiować. Prawdopodobnie dysk trzyma w swoim apartamencie w hotelu Amaret. Jeszcze nie wiemy, który to apartament.
- Musimy tam kogoś wysłać.
- Właśnie w tym jest problem. Nie ma szans się tam dostać. W recepcji pracują jego ludzie i znają praktycznie każdego z nas. Odpada zatem wejście tam jako gość hotelu. Włamać się też nie ma jak, bo budynek jest oświetlony jak szopka bożonarodzeniowa i każdy nas zauważy.
- Hmm, faktycznie nieciekawie.
- Dlatego przyszedłem z tym do ciebie.
Zapadła chwila milczenia. James usilnie myślał, a Matt jakby czekał na jego cudowne objawienie. Wtedy coś mi zaświtało w głowie, więc odchrząknęłam i powiedziałam:
- Trzeba znaleźć jego słaby punkt.
- Taa, bo to takie łatwe. – zakpił Matt
- Zamknij się Matthew. – warknął James, a potem zwrócił się do mnie – Co masz na myśli?
- Co jest główną słabością mężczyzny? No chyba, że jest gejem.
- Kobiety. – odpowiedział z entuzjazmem James – Jesteś genialna.
- Że co? – zdziwił się Matt
- Znajdź jakąś agentkę. Musi zbliżyć się do Fabregasa i wykraść dysk.
- Nie mamy, żadnej agentki. Sam mówiłeś, że z babami zawsze jest problem, to nie mamy żadnej w ekipie.
- Ja mogłabym pomóc. – zaproponowałam
Wyraz twarzy jaki przybrał James można by określić czymś pomiędzy „ha ha, ale zabawne” a „jeszcze raz tak powiesz, a cię zabiję”.  Matthew wyglądał na rozbawionego.
- No co? – zapytałam urażona – Macie lepszy pomysł?
- Ej, wiesz co James, to mogłoby się nawet udać. – nagle Matthew z rozbawionego stał się poważny
- Co? – James niedowierzał
- W telewizji uznali ją za martwą. Rodzina wyprawiła nawet pogrzeb. Sam myślałem, że ona już nie żyje. Twoja narzeczona oficjalnie nie istnieje. Stworzymy jej jakąś inną tożsamość, trochę podrasujemy i będzie idealną wtyką.
Zanim Matthew zdążył zrobić wdech po swojej wypowiedzi, James rzucił się na niego i oboje wylądowali na podłodze u moich stóp.
- Kogo chcesz podrasować? Moją narzeczoną? Może ja ci ryj podrasuję? Albo urwę ci jaja i sam pójdziesz jako wtyka do Fabregasa.
- Ej, ej, ej. James, uspokój się. – odciągnęłam go od przerażonego Matta i posadziłam z powrotem na kanapie.
Usiadłam obok niego, chwyciłam go za ręce i powiedziałam:
- Jeśli chcesz ten dysk, to chyba jedyna opcja.
- Nie ma mowy! – wrzasnął zrywając się na równe nogi
- James przemyśl to jeszcze. – powiedział Matt zbierając się z podłogi – Nie mamy dużo czasu. – dodał, a potem wyszedł z mieszkania.

*James*

Nigdy w życiu nie słyszałem bardziej niedorzecznego pomysłu. Mimo, że Matt już opuścił nasze mieszkanie, nadal ciężko dyszałem. Krew we mnie buzowała, a do tego Nicole zaczęła mnie męczyć.
- Proszę, pozwól mi pomóc. Byłabym świetną agentką.
- W ogóle nie wiesz jakie to niebezpieczne. Nie znasz się na tym.
- No to mnie nauczysz. Poza tym, z Tobą jakoś sobie poradziłam. – powiedziała, uśmiechając się, co doprowadziło mnie na skraj nerwów.
- Nie ma mowy! – wybuchnąłem – Jeszcze nie jesteś moją żoną, a już się wymądrzasz. Wolałem jak siedziałaś cicho i robiłaś mi loda na zawołanie. Miałaś wtedy zatkane usta i przynajmniej nie odzywałaś się, gdy przyszedł ci do głowy jakiś niedorzeczny pomysł.
Z każdym moim słowem, oczy Nicole wypełniały się łzami. Stała przede mną i czekała aż skończę. Kiedy zamilkłem, odwróciła się i pobiegła do łazienki. Teraz byłem wściekły na siebie a nie na nią. Podszedłem do drzwi łazienki i zapukałem.
- Nicole. Przepraszam. – powiedziałem najdelikatniejszym głosem jaki byłem w stanie z siebie wydobyć.
Zamiast jakiejkolwiek odpowiedzi usłyszałem jak Nicole odkręca kurek z wodą. Wiedziałem, że teraz nic nie wskóram. Wróciłem więc do salonu i chwyciłem za telefon. Wybrałem numer Matta, który odebrał po pierwszym sygnale.
- Namyśliłeś się już? – zapytał
- Tak. Poślij do tego hotelu Miguela i Stevensa. Pracują dla nas od niedawna, więc Fabregas nie powinien mieć ich danych. Niech się czegoś dowiedzą.
- Jak uważasz. – rzucił krótko Matt i rozłączył się.
Nie mając nic lepszego do roboty, siedziałem na kanapie i wpatrywałem się w zgaszony ekran telewizora. Nicole cichcem przemknęła do sypialni. Postanowiłem dać jej chwilę spokoju i udałem, że nic nie słyszałem.
Za oknem było już całkiem ciemno, gdy zadzwonił mój telefon.
- Tak? – odebrałem, wiedząc, że to Matt
- Zastrzelili Stevensa, a z Miguelem straciliśmy kontakt. Nie wiemy czy żyje.
Wziąłem głęboki oddech i odsunąłem na chwilę telefon od ucha. Zobaczyłem, że Nicole stoi w wejściu do salonu.
- Ile osób ma jeszcze zginąć przez twoją upartość? – zapytała z wyrzutem.
Nie odpowiedziałem jej i wróciłem do rozmowy z Mattem.
- Wyślij siedmiu naszych. Tym razem, niech nie wchodzą od frontu. Spróbujcie wejść wentylacją.
- James, przecież mówiłem ci…
- Bez dyskusji. – przerwałem mu i rozłączyłem się.
Spojrzałem na Nicole, a ona tylko pokręciła głową i wróciła do sypialni. Wolałem stracić tuzin moich ludzi, niż narazić ją na niebezpieczeństwo. Rozmyślając nad całą tą sprawą zasnąłem. Obudziły mnie wściekłe wibracje mojej komórki. Zerknąłem na wyświetlacz. Było wpół do trzeciej. W momencie się rozbudziłem, gdy zauważyłem sms’a od Matta.
„ Z siedmiu naszych zrobili sieczkę. Nie wyślę już więcej ludzi, choćbyś mi groził.”
Nie wiedziałem już co mam robić. Nie dopuszczałem do siebie myśli, że pomysł z wykorzystaniem Nicole był jedynym rozwiązaniem. Musiałem jednak to przełknąć. Wziąłem szybki prysznic i poszedłem do sypialni. Położyłem się obok Nicole, która od razu otworzyła oczy. Patrzyła na mnie w milczeniu, ale widziałem w jej oczach pytanie o powodzenie misji. Pokręciłem przecząco głową, a wtedy odwróciła się do mnie plecami. Miałem nadzieję, że przez noc jeszcze coś wymyślę.
Rano byłem prawie nieprzytomny. Musiałem wziąć zimny prysznic. Moje rozmyślania pod strumieniem chłodnej wody, przerwał telefon od Matta.
- Tak?
- Dziś wieczorem w hotelu Amaret jest bal. Chciałem tylko powiedzieć, że byłaby to idealna okazja dla agentki, której nie mamy. No, ja tylko tyle chciałem.
Matt rozłączył się zanim zdążyłem cokolwiek odpowiedzieć. Owinąłem ręcznik wokół bioder i wróciłem do sypialni.
- Nicole, śpisz? – zapytałem cicho.
Pokiwała twierdząco głową. Mimowolnie się uśmiechnąłem, ale za raz potem przypomniałem sobie co właśnie zamierzałem jej powiedzieć. Usiadłem na kraju łóżka  i powiedziałem:
- Musimy zaryzykować ten plan z agentką. – poczekałem chwilę w nadziei, że Nicole się odezwie, ale tak się nie stało – Dziś wieczorem jest bankiet w tym hotelu i gdybyś zechciała nam pomóc… - urwałem w pół zdania, bo nie wiedziałem co dalej powiedzieć.
- Co to za niedorzeczny pomysł? – prychnęła po chwili, otwierając jedno oko, aby zmierzyć mnie lodowatym spojrzeniem.
- Wiem Nicole, przepraszam. Za to, że cię nie posłuchałem od razu. Za to, co powiedziałem wczoraj. Za wszystko cię przepraszam, ale jesteś nam potrzebna.
- Mnie się już ode chciało. – powiedziała i odwróciła się na drugi bok.
- Nicole, jeśli nam nie pomożesz, zginie jeszcze więcej osób.
- Co mnie to?
- Nicole, proszę.
- Nie.
- Wiem, że się na mnie gniewasz. Co mam zrobić, żebyś mi wybaczyła. 
Odpowiedziała mi chrząknięciem, co mogłem odczytać w tylko jeden sposób. Obszedłem łóżko i skierowałem się do barku. Otworzyłem go i nalałem sobie szklankę Whisky. Kątem oka zobaczyłem, że Nicole patrzy na mnie spod wpółotwartych powiek. Dyskretnie poluzowałem ręcznik na moich biodrach, który po chwili się ze mnie zsunął. Nic sobie z tego nie robiąc, sączyłem powoli moje Whisky. Nicole przez chwilę patrzyła na moje nagie ciało, a potem nasunęła sobie kołdrę na głowę. Szybko opróżniłem do reszty szklankę i odstawiłem ją. Zbliżyłem się do łóżka i unosząc kołdrę od strony nóg, wsunąłem się pod nią. Nicole pisnęła, kiedy spróbowałem dobrać  się do jej muszelki. Zacisnęła nogi, ale ja zacząłem ją łaskotać. Kuliła się i piszczała, a dźwięk ten był tak słodki dla moich uszu, że sam zacząłem chichotać.
- Jezu… James… przestań… bo… się… posikam. – ledwo wydyszała, bo nie przestawałem jej łaskotać.
- A rozchylisz te nogi? – zapytałem
- Tak… tak… - piszczała.

*Nicole*

Nie wytrzymałabym już dłużej tych tortur. Rozchyliłam więc nogi, dając mu wolne pole do działania. Musiałam nabrać powietrza, więc wysunęłam głowę spod kołdry. W drugim końcu łóżka, gdzie powinny być moje nogi, świecił teraz seksowny tyłek Jamesa. Pod kołdrą, jego ręce wędrowały po moich udach. Mimowolnie pisnęłam, gdy poczułam jego oddech na mojej kobiecości.
- Przestaniesz piszczeć? – zapytał, udając poważny ton.
Nawet kiedy żartował, w jego głosie było coś takiego, że nie byłam w stanie mu się sprzeciwić. Zagryzłam więc kołdrę, a James zaczął zataczać kółka językiem, wokół mojej kobiecości. Kiedy już moja szparka była wilgotna od moich soków i jego śliny, włożył we mnie dwa palce i zaczął nimi energicznie poruszać. Po chwili zaczęłam przeżywać kosmos. Gdy moje ciało napięło się pod wpływem pierwszych oznak orgazmu, James wsunął się cały pod kołdrę. Jego twarz nagle pojawiła się koło mojej. Był cały czerwony z gorąca panującego pod kołdrą. Na chwilę odwrócił moją uwagę soczystym pocałunkiem. Nie dało się jednak nie poczuć, jak jego twardy, potężny członek wszedł we mnie. Jęknęłam mu prosto w usta, a on pomału się ze mnie wycofał. Kiedy ponownie wszedł, byłam już przygotowana. Mocnymi pchnięciami powodował, że łóżko milimetr po milimetrze przesuwało się po drewnianej podłodze. Chwyciłam się jego mocno napiętych ramion i wbiłam w nie paznokcie. Wtedy James odwdzięczył się gryząc mnie w szyję. Kiedy trochę zwolnił tempo, zaczęłam zaciskać i rozluźniać mięśnie. Wiedziałam, że to sprawia mu największą przyjemność. Nie musiałam długo czekać na efekt. Moje ciało na chwilę zesztywniało, gdy poczułam ciepłą spermę, która mocno we mnie trysnęła. Wtedy przyszło również moje spełnienie. Pomału zaczęłam się rozluźniać, a James wciąż na mnie leżał. Oparł łokcie po obu stronach mojej głowy i bawiąc się moimi włosami patrzył mi w oczy.
- Teraz nam pomożesz? – zapytał
- A co jeśli nie?
- Nie wyjdę z ciebie póki się nie zgodzisz.
- Hmm, kusząca propozycja. – zamruczałam.
- No więc jak będzie?
- Jeszcze momencik. – pocałowałam go, przedłużając chwilę – No dobra. Teraz mogę wam pomóc.
Wtedy James wyszedł ze mnie, a ja wyskoczyłam szybko z łóżka krzycząc:
- Zajmuję łazienkę! Musimy się przygotować na wieczór.
Byłam strasznie podekscytowana. Wreszcie zobaczę czym zajmuje się mój facet. Wzięłam ekspresową, ale dokładną kąpiel. Kiedy wyszłam z łazienki, James kazał ubrać mi dres i wyszliśmy. Wsiedliśmy do nowego, nierzucającego się w oczy samochodu. Tym razem był to srebrny Seat Cordoba. Po kilku kilometrach jazdy główną drogą, odbiliśmy w boczną uliczkę. Po pół godzinie jazdy, przestałam już liczyć zakręty, tylko zamknęłam, oczy bo robiło mi się już niedobrze od ciągłej jazdy po nierównościach. Wreszcie dojechaliśmy do jakiegoś budynku. Wyglądał na stary magazyn. Gdy tylko podjechaliśmy bliżej, jedne z wielkich drzwi garażowych otworzyły się, a my wjechaliśmy do środka. Kiedy drzwi się zamknęły, zapanowała ciemność, bo James od razu zgasił silnik. Pomału zaczęły rozświetlać się reflektory wiszące u sufitu. W garażu pojawiło się kilku ludzi, a wśród nich Matt. Wysiedliśmy z samochodu i James przedstawił mnie swoim ludziom jako nową agentkę. Po moim ciele przeszedł dreszcz ekscytacji. Uśmiechałam się szeroko, ale pozostali nie podzielali mojego entuzjazmu. Szorstko się ze mną przywitali, nawet nie podając mi ręki. Matt powiedział:
- Ándre już jest gotowy.
- Świetnie. – powiedział James, a potem zwrócił się do mnie – Pójdziesz teraz z moimi ludźmi do Ándre. On zajmie się twoją metamorfozą.
Kiwnęłam głową, ale moja pewność z siebie gdzieś uciekła, gdy usłyszałam jego poważny ton. Jeden z ludzi Jamesa wskazał mi drzwi. Ruszyłam niepewnie we wskazanym kierunku, a kilku facetów poszło za mną. Miałam nadzieję, że James do nas dołączy, jednak on i Matt poszli w przeciwną stronę. Bez Jamesa u boku, czułam się zagubiona w tak wielkim gmachu. Byłam prowadzona długim korytarzem, aż doszliśmy do czarnych drzwi ze złotą gwiazdą. Od razu skojarzyło mi się to z garderobą gwiazd. Kazano wejść mi do środka. Pomieszczenie wydawało się małe, bo wszystkie ściany zastawione były szafami i szafeczkami. Na każdej z nich stały głowy manekinów, prezentujące różne peruki. Zastanawiałam się czy dostanę, którąś z nich. Z zadumy wyrwał mnie słodki głosik z francuskim akcentem:
- Witaj moja droga. Jestem Ándre.
Odwróciła wzrok od peruk i spojrzałam na faceta z walizeczką pełną kosmetyków. Był szczupły i wysoki. Chyba nawet wyższy od Jamesa. Miał czarne obcisłe spodnie i błyszczącą złotą koszulkę. Jego wymodelowane czarne włosy różniły się lekko kolorem od ciemnobrązowej, koziej bródki. Całość, w połączeniu z francuskim akcentem, komponowała się w stereotypowy obraz geja.
- Podejdź do mnie słonko. Niech no spojrzę. – powiedział Ándre – Fiu, fiu. – zagwizdał z zadowoleniem obracając mnie dookoła. – Lubię bawić się z takimi kobietami. – dodał z uśmiechem.
Przez chwilę zastanawiałam się czy aby na pewno jest gejem, ale gdy zaczął opowiadać mi o wszystkich kosmetykach, uspokoiłam się.

*James*

Siedzieliśmy z Mattem, w moim biurze i obmyślaliśmy plan działania. Co raz bardziej zaczynałem wierzyć, że może nam się udać. Bankiet zaczynał się o 20, więc musieliśmy się sprężać. Obmyślenie planu to dopiero początek. Miałem nadzieję, że Nicole wszystko szybko zrozumie.
- A więc tak. – zaczął Matt – Nicole z fałszywym  zaproszeniem wejdzie na bankiet. Jak już wejdzie do środka to jej zadaniem będzie znaleźć Fabregasa. Nicole do niego podejdzie i przedstawi się jako Jessica Bell, reporterka The Times. Będzie chciała przeprowadzić wywiad z tak wpływowym, bogatym i przystojnym biznesmenem jak Alexander Fabregas.
- Ekhm. – chrząknąłem z niezadowoleniem na samą myśl, że Nicole miałaby tak komplementować jakiegoś innego mężczyznę.
- James, to konieczne Nicole musi wypaść wiarygodnie. – uspokajał mnie Matt, bezbłędnie odczytując  moje obiekcje.
- Dobra, kontynuuj.
- Kiedy Fabregas już łapnie haczyk,  Nicole będzie musiała go… poderwać.
Ostatnie słowo Matt wypowiedział bardzo cicho, ale i tak zaczęła mi pulsować żyłka w oku. Nic nie powiedziałem, więc Matt mówił dalej.
- Jeśli wszystko dobrze pójdzie, Fabregas powinien ją zaprosić do swojego apartamentu. Eee… James, wszystko w porządku? – zapytał Matt widząc, że robię się czerwony na twarzy i oddycham ciężko jak rozjuszony byk.
- Wszystko… w… porządku… W najlepszym porządku. – wydyszałem.
- I teraz najtrudniejsza cześć zadania. Nicole będzie musiała wyciągnąć od Fabregasa gdzie jest sejf z dyskiem i kod do tegoż sejfu. Zaproponuje mu jakiś alkohol.  A gdy już wyciągnie potrzebne informacje, wleje mu do szklanki zawartość tej oto buteleczki. – Matt wyjął z kieszeni małą fiolkę.
- Co w niej jest? – zapytałem
- Coś na sen. Musiałbyś zapytać naszego chemika co to dokładnie jest. Ważne, że po tym Fabregas uśnie jak małe dziecko, a wtedy Nicole będzie mogła zabrać dysk i spokojnie opuścić hotel.
- Wszystko ładnie, pięknie, ale czy Nicole sobie poradzi? – wyraziłem swoje wątpliwości.
- James, skoro z tobą sobie poradziła, to z tym zadaniem też sobie poradzi.
Wtedy do pomieszczenia wszedł Ándre. Miał szeroki uśmiech na twarzy i z ekscytacją w głosie powiedział:
- Panowie, oto nasza agentka specjalna. Ta Da!
Wtedy weszła Nicole. W zasadzie ledwo ją poznałem. Miała blond perukę, mocny wieczorowy makijaż i obcisłą, granatową sukienkę, podkreślającą wszystkie walory. Ja i Matthew wstaliśmy. Nie wiem czemu to zrobiliśmy, ale na widok tak pięknej kobiety poderwaliśmy się z miejsc automatycznie.
- No i co powiecie? – zapytała
- Ándre, wspaniała robota! – wykrzyknął Matt
Ja nie mogłem wydusić z siebie słowa.
- James, przyznaj, że to był świetny pomysł. – zwróciła się do mnie Nicole
- Przyznam, jeśli ten pomysł wypali.

*Nicole*

Co prawda James, nie powiedział, że pomysł był świetny, ale widziałam, że zupełnie zmieniło się jego nastawienie. Kiedy tłumaczył mi plan, wydawał się nawet trochę podekscytowany. Obejrzałam chyba ze sto różnych zdjęć Fabregasa. Miał czarną burzę włosów na głowie, lekko przyprószoną siwizną. Do tego pasująca, idealnie podcięta bródka. Reszta twarzy wydawała się mieć dość mocno zaburzone proporcje. Oczy były małe, a nos strasznie wielki i okrągły. Policzki wklęsłe, za to usta pełne i czerwone. Nie był brzydki. Jego wygląd mógł zaintrygować wiele kobiet. Jednak pewne było, że to nie mój typ. Gdy już zapamiętałam jak mój cel wygląda, Matt podał mi flaszeczkę ze środkiem usypiającym, która wyglądała jak mała buteleczka perfum. Wsunęłam ją do małej, srebrnej kopertówki, którą do mojego stroju dobrał Ánrde. Na koniec James wpiął mi do sukienki srebrną broszkę.
- Tutaj jest głośnik, żebyśmy wiedzieli co się u ciebie dzieje. – powiedział, cmokając mnie w usta.
Po dziesięciokrotnym powtórzeniu planu wróciliśmy do garażu, gdzie uprzednio zostawiliśmy samochody. Jednak zamiast naszego srebrnego Seata, w gotowości stał czarny Aston Martin i duża, czarna furgonetka.
- W sam raz dla damy. – powiedział Matt i ukłonił się przede mną, otwierając drzwi Astona.
Gdy już wsiadłam, James kucnął przy mnie i wziął moje dłonie. Zbliżył je do ust i trzymał tak przez chwilę.
- Nie jedziesz ze mną, prawda? – domyśliłam się
- Niestety, nie mogę. Pojadę furgonetką i stamtąd będę nad tobą czuwał. Uważaj na siebie.
Wstał i zatrzasnął za mną drzwi. Wyjechaliśmy z garażu. Furgonetka w prawo, a Ja, w Astonie, w lewo. Ciężko mi się oddychało, kręciło mi się w głowie, ale wytrwale powtarzałam w głowie cały plan. Wydawał się prosty. Wejść, zakręcić się koło odpowiedniego faceta, wypić z nim drinka, iść z nim do jego apartamentu, wyciągnąć informacje o sejfie, uśpić go, zabrać dysk i wyjść. Buła z masłem. Przełknęłam głośno ślinę i poprosiłam szofera o podkręcenie klimatyzacji bo z nerwów oblałam się potem. Wydawało mi się, że jedziemy już kilka godzin. Co chwila patrzyłam na zegarek, który uparcie pokazywał, że jedziemy dopiero 15 minut. Już chciałam być na miejscu. Jednak gdy dotarliśmy na miejsce, nie mogłam ruszyć nogami. Staliśmy chwilkę pod wejściem do hotelu, kiedy nagle młody mężczyzna ubrany w biały garnitur otworzył mi drzwi. Podskoczyłam wystraszona i o mało nie uderzyłam go w twarz. Opanowałam się jednak i podałam mu rękę, aby pomógł mi wysiąść.  Gdy tylko zatrzasnął za mną drzwi, zniknął. Przy wejściu stała dość duża grupa ludzi i gawędziła w przerwie na papieroska. Drzwi pilnował ochroniarz, a obok niego stał kolejny mężczyzna w białym garniturze. Podeszłam do nich, a wtedy ów mężczyzna uprzejmie zapytał:
- Mógłbym zobaczyć Pani zaproszenie?
Drżącymi rękami wyjęłam z kopertówki sfałszowane zaproszenie i podałam je.
- Dziękuję ślicznie i zapraszam do środka panno Bell.
Pierwszy etap z głowy. Odetchnęłam i trochę się rozluźniłam. Szło jak z płatka. W hallu panował względny spokój, ale gdy zbliżyłam się do sali, w której odbywał się bankiet, zobaczyłam masę elegancko ubranych ludzi, rozmawiających tak głośno, że obawiałam się, iż broszka z podsłuchem może nie wyłapać mojej rozmowy z Fabregasem. Poprawiłam broszkę i wypięłam pierś. Zaczęłam rozglądać się dookoła, ale w takim tłumie szukanie jednego faceta mogło zająć mi cały wieczór. Niespodziewanie, ktoś złapał mnie pod ramię.
- Najwyraźniej kogoś pani szuka. – usłyszałam głos tuż przy moim uchu.
- Jessica Bell, reporterka The Times! – wykrzyczałam zaskoczona, odwracając się w kierunku głosu.
Wielki nos, małe oczka… tak, to był on. Sam mnie znalazł. Trochę wystraszyłam się, że mogłam się zdemaskować, takim nagłym wybuchem, ale Fabregas spokojnie powiedział:
- Witam, Pani… Panno?
- Panno. – rzuciłam szybko
- Witam Panno Bell. Jestem Alexander Fabregas, ale to pewnie już pani wie.
- Wiem? – zapytałam zdziwiona i przerażona, że mnie rozgryzł.
- Jest pani przecież reporterką.
- Ach, no tak, oczywiście. – wyjąkałam.
Jak mogłam strzelić taką gafę? Czułam, że za raz wybuchnę płaczem.
- Musi być pani nowa, skoro się tak pani denerwuje. Pierwsze poważne zlecenie?
- Yyy, tak. – bąknęłam
- Kto ma być pani ofiarą? A raczej może czyją ofiara będzie dziś pani?
Fabregas uśmiechnął się do mnie szeroko. Pewnie uznał to za dobry żart na rozluźnienie atmosfery, ale pode mną ugięły się kolana na wzmiankę o ofierze.
- Mam porozmawiać z panem. – powiedziałam na tyle głośno, na ile pozwalał mi drżący głos.
- Ze mną? – udawał zdziwionego – Zatem zapraszam panią do baru. Lepiej rozmawia się przy drinku.
Wziął mnie pod rękę i poprowadził w stronę lady barowej. Gdy usiadłam na stołku, czułam, że od potu przyklejam się do jego skurzanego obicia.
- Dla mnie Whisky z lodem. Panna Bell co sobie życzy? Ja stawiam.
- Poproszę coś mocnego. Najlepiej setkę. – wypaliłam zanim pomyślałam.
- Ho, ho, więc poprosimy dwie setki. – powiedział Fabregas do barmana - Lubię takie bezpośrednie kobiety. – powiedział, zwracając się do mnie.

*James*

Początkowo zastanawiałem się jak taka gruba ryba, która trzyma w garści prawie wszystkie organizacje mafijne, może być taka głupia. Może i Nicole była dobrą aktorką, ale nerwy od razu ją zdradzały. Kiedy coś palnęła, serce zatrzymywało mi się na chwile, ale gdy słyszałem, że jakimś cudem wybrnęła, uśmiechałem się pod nosem, nie wierząc, że Fabregas jest taki tępy. Jednak po godzinie słuchania jego pieprzenia, czułem jak krew we mnie buzuje ze wściekłości.
F: Jesteś śliczną i otwartą kobietą. Mógłbym ci pomóc zajść na szczyt. Mam wiele kontaktów. Moje wpływy sięgają dalej niż myślisz. Mogę wszystko.
N: Czyli ma pan władzę absolutną?
F: Och, słońce, mów mi Alex.
- Och, SŁOŃCE, mów mi Alex. – zacząłem udawać jego lekko zachrypnięty, zalotny głos.
W furgonetce, w której siedzieliśmy, rozległ się cichy chichot. Trwało to jednak sekundę i znów wróciliśmy do słuchania rozmowy Alexa i Nicole.
N: A więc… Alex, wolę zapracować sama na mój sukces.
F: Oczywiście. Szanuję to i podziwiam. Lubisz być niezależna, prawda?
N: Tak, ale przyznam, że władza i możliwości jakie posiadasz mi imponują. Jest w tym coś podniecającego.
Właśnie brałem łyk kawy, ale słysząc co mówi Nicole wyplułem wszystko na konsolę sterującą nagraniami. Matthew zerwał się z krzesła, próbując uniknąć oplucia, jednak przy tym wylał również swoją kawę. Szybko wycieraliśmy rozlany płyn. Matt pokręcił tylko głową i skarcił mnie wzrokiem. Wiedziałem, że muszę się uspokoić. Złapaliśmy ponownie ostrość dźwięku, która przestawiła się podczas wycierania pokręteł na konsoli. Nie słyszeliśmy już gwaru sali, ale stłumione przez hotelowy dywan kroki.
- Chyba wziął ją już do apartamentu. – powiedział Matt
- Szybko to idzie. – zauważyłem
- Nie ma się co dziwić. Nicole to niezła laska. Kiedy ją porwałeś, zazdrościłem ci. Chciałem cię nawet poprosić, czy jak z nią skończysz dasz mi się z nią zabawić.
Gdy tylko to powiedział, strzeliłem go w tył głowy, tak mocno, że uderzył w znajdująca się przed nim klawiaturę. Gdy się wyprostował po ciosie, na jego czole widać było odciśnięte na czerwono klawisze.
- To bolało. – jęknął
- Miało bolec, sukinkocie. – warknąłem, nieźle wkurzony tym co powiedział o Nicole.
- Odkąd się zakochałeś, jesteś nie do zniesienia. – odburknął Matt, rozcierając czerwone czoło.
Odwróciłem się od niego na moim obrotowym krześle i wsłuchałem się w to co nadawała do nas broszka Nicole.
F: Witam w moich skromnych progach. Constance weźmie od ciebie narzutkę i torebkę.
- KURWA. – powiedzieli wszyscy w furgonetce jednocześnie.
N: Nie trzeba.
F: Ależ nalegam. Chcę, żebyś czuła się swobodnie. Nie będziesz musiała trzymać tej torebki.
N: Skoro nalegasz.
W głosie Nicole słychać było panikę. Przecież wraz z torebką oddała flakonik z miksturą nasenną.
- Musimy ją stamtąd zabrać. – powiedziałem
- Jak chcesz ją zabrać?
- To nie mamy, żadnego planu awaryjnego?! – wrzasnąłem.
- Spokojnie. Coś wymyślimy. – uspokajał mnie Matt
- Kurwa! Rozerwę cię na strzępy! Ty pierdolony idioto! – zacząłem wrzeszczeć i dusić Matta
Reszta osób w furgonetce odciągnęła mnie od niego i trzymali mnie póki się nie uspokoiłem. Gdy już przestałem, próbować zabić Matta, wyskoczyłem z furgonetki. Matt wyskoczył za mną i mnie zatrzymał.
- I co masz niby zamiar zrobić? – zapytał wkurzony, ale i przerażony.
- Idę tam. Na razie wiem tyle.
- Świetny plan geniuszu.
- A masz lepszy?! – warknąłem
Matt spuścił głowę i milczał. Ja oczami wyobraźni widziałem jak Fabregas dobiera się do Nicole, a ona mu ulega, powtarzając, że jego władza ją podnieca. Wydawało mi się to gorsze niż jej śmierć.

*Nicole*

No to kanał. Cały plan legł w gruzach, a ja musze improwizować. Fabregas rozsiadł się na kanapie z dwoma drinkami w dłoniach.
- Zapraszam. – powiedział, wskazując mi brodą miejsce obok niego.
Chcąc nie chcąc musiałam zrobić to o co prosi. Wzięłam od niego drinka i zrobiłam kilka małych łyczków.
- Piękny apartament. – zaczęłam, chcąc zyskać trochę czasu na obmyślenie planu awaryjnego.
- Dziękuję. – odpowiedział krótko.
Zbliżył się do mnie i zaczął przyglądać się mojemu dekoltowi. Wzrok zatrzymał na mojej broszce. Przestałam na chwilę oddychać.
- Śliczna broszka. – zaczął i postukał w nią – Dość nietypowa prawda?
- Yyy, tak, to prawda. Pamiątka po babci. – wymyśliłam na poczekaniu.
- Pamiątka po babci? Babcia miała dość nowoczesny gust.
Słowa uwięzły mi w gardle, więc wzięłam kolejny łyk drinka.
- Wiem po co tu przyszłaś. – powiedział nagle Fabregas i wstał z kanapy. Podszedł do komody stojącej naprzeciw, otworzył pierwszą szufladę i nacisnął jakiś guzik znajdujący się gdzieś w jej głębi. Wtedy tuż obok miejsca, w którym stał uniosła się płytka w podłodze. Schylił się do niej i podniósł ją. Pod płytką była dziura. Fabregas włożył do niej rękę, po czym wyciągnął dysk. Ten dysk, który miała zdobyć. Wiedziałam, że to już koniec.
- Dysk. Tak, to TEN dysk, którego szukasz. Cały terabajt informacji. Również o twoim chłopaku. Chcesz dowiedzieć się kilku ciekawostek?
Nie czekając na moją odpowiedź, zawołał do pokoju trzech goryli. Jeden przyniósł laptop. Fabregas usiadł ponownie koło mnie, wziął laptopa i podpiął do niego dysk.
- Proszę bardzo. – powiedział, gdy na ekranie pojawiła się twarz Jamesa – Wybiorę kilka ważniejszych informacji. Otóż, twój chłoptaś był żonaty. Wiedziałaś o tym? – moje milczenie uznał za odpowiedź przecząca – Tak myślałem. Mieszkali w Arizonie. Po pół roku małżeństwa zamordował żonę, gdy dowiedział się, ze jest w ciąży. Normalka u psychopatów. Sprytnie upozorował porwanie. Pogrążony w żałobie zniknął i przeniósł się do Kalifornii. Zajął się prowadzeniem domu publicznego. Każda z jego prostytutek, która zaszła w ciążę, kończyła jak jego żona. Kochany szef nie dawał im pieniędzy na porządną antykoncepcję, więc prawie każda tak skończyła. Z moich danych wynika, że zabił tak 78 kobiet. Bla bla bla. Tu nie ma nic ciekawego. O, tutaj. Po dwóch latach zamyka interes z prostytutkami i zajmuje się brudnymi interesami z Rosjanami. Sprowadza im bombę z Chin, którą odpalają w strefie Gazy. Ginie kilka tysięcy cywilów.
- Przestań! – krzyknęłam ze łzami w oczach.
- Oj, kochanie, dopiero zacząłem.
- Powiedziałam przestań!
- Nie będziesz mi mówić co mam robić suko! – wrzasnął i uderzył mnie w twarz. Wziął ze stolika stojącego obok kanapy, złoty posążek nagiej kobiety. Wtedy przypomniało mi się, jak James uderzył mnie w głowę swoim złotym posążkiem smoka, aby wywieź mnie do lasu. Miałam skończyć tak jak te prostytutki z jego burdelu. Przypomniałam sobie jak mnie bił i upokarzał. Wszystkie sińce już dawno się zagoiły, ale wspomnienie o nich sprawiało, że czułam jakby wszystkie się odnowiły i bolały ze zdwojoną siłą. Zanim jednak Fabregas zadał cios zauważyłam coś pod stolikiem na kawę, obok którego upadłam. Od spodu blatu przyklejony był pistolet. Bez wahania oderwałam go, zamknęłam oczy i strzeliłam przed siebie. Fabregas upuścił figurkę i padł na kanapę, trzymając się za lewe ramie. Dyszał ciężko, a jego biała koszula zabarwiła się na prawie czarną czerwień. Jego goryle wyciągnęli swoją broń i strzelili w moją stronę, ale ja zdążyłam wkulać się pod stolik, spod którego oderwałam pistolet. Strzeliłam raz, drugi, trzeci i trzech rosłych jak dęby mężczyzn upadło na ziemię trzymając się za rany jakie zrobiłam im w kolanach. W tym momencie dziękowałam Bogu, że kiedyś chodziłam na strzelnicę. Kolejne trzy strzały skierowałam już między oczy napastników. Zostałam w pokoju tylko ja i dyszący Fabregas, który trzymał się za ranę, aby zatamować krwawienie. Stałam na środku, a obok mnie leżały trzy trupy. Dopiero teraz doszło do mnie, że kogoś zabiłam. Przecież na pewno ktoś usłyszał strzały. Zaczęłam motać się po pokoju w panice. Chwyciłam dysk i skierowałam się do drzwi. Stwierdziłam jednak, że nie mogę tamtędy wyjść, bo mnie złapią. W myślach przeklinałam i chodziłam tam i z powrotem po podłodze, na której powstały już duże kałuże krwi, wyciekającej z trupów. Pomału się uspokajałam i zaczynałam myśleć trzeźwo, chociaż co chwila przypominały mi się rzeczy których dowiedziałam się o Jamesie. Nie mogłam tu zostawić rannego Fabregasa, ale sama bym sobie z nim nie poradziła. Nagle ktoś wyważył drzwi apartamentu.

*James*

Kiedy usłyszeliśmy, że Fabregas od początku wiedział co jest grane, wiedziałem, że pozwolił na to wszystko, żeby zaciągnąć mnie w zasadzkę.  Teraz było mi wszystko jedno. Jeśli Nicole zginie to ja też nie miałem po co żyć. Bez namysłu wziąłem broń i pobiegłem do hotelu. Za mną ruszyli moi ludzie, choć im nie kazałem. Wpadliśmy do hallu, zabijając po drodze całą ochronę i chyba kilku przypadkowych pracowników hotelu. Pędziłem prosto do apartamentu Fabregasa. Wbiegaliśmy właśnie na korytarz na jego piętrze, gdy padły strzały. Nogi się pode mną ugięły, ale biegłem dalej, nie myśląc o niczym. Wywarzyłem drzwi i wpadłem do salonu. Szczęka mi opadła, gdy zobaczyłem Nicole stojącą z pistoletem w ręce i trzy trupy wielkich jak słonie facetów, leżące u jej nóg. Patrzyła na mnie i stała bez ruchu.  Jej blond peruka była rozczochrana, a po czole spływał pot. Cała drżała, ale ręka z pistoletem trwała nieruchomo w powietrzu, wymierzona wprost we mnie.
- Skarbie, to ja. Opuść pomału pistolet. – powiedziałem delikatnie, czując ulgę, że jest cała i zdrowa.
Jedyne o czym teraz myślałem to, żeby wziąć ją tu i teraz. Nie sądziłem, że ujrzę w życiu coś tak podniecającego. Myślałem, że możliwe to jest tylko w filmach, aby kobieta w obcisłej wieczorowej sukni, zastrzeliła bandziorów i niewzruszona stała nad nimi jak władczyni.
- Nicole, już wszystko w porządku. Opuść broń.  – powtórzyłem
- Wszystko w porządku?! – wrzasnęła – Wy dwaj, bierzcie Fabregasa. – wskazała na Georga i Levisa, stojących obok mnie. – Matt, weź moją torebkę z szafy przy wejściu. Ja mam dysk. Zmywamy się stąd.
Dyrygowała wszystkimi, a oni bez słowa spełniali jej rozkazy.
- Ej, kurwa, co jest? – zapytałem oszołomiony – Nicole daj mi ten dysk.
- Nie dostaniesz tego dysku, dopóki nie przeczytam sobie całych twoich akt, sporządzonych przez Fabregasa. – powiedziała mi prosto w twarz.
Moja ekipa zamarła na chwilę, patrząc to na mnie to na Nicole.
- Ruszać się! – wrzasnęła Nicole i wyszła z apartamentu.
W hotelu zdążył zapanować chaos. Na nasze szczęście policja nie zdążyła jeszcze przyjechać. W całym zamieszaniu zdołaliśmy wydostać się na zewnątrz i niezauważeni wsiąść do furgonetki.  Kiedy już ruszyliśmy, emocje zaczęły z nas opadać. Nicole siedziała na podłodze. W jednej ręce trzymała dysk, a w drugiej pistolet. Chciałem się do niej zbliżyć, ale wtedy wycelowała we mnie broń i powiedziała:
- Zostań tam  gdzie jesteś i się do mnie nie zbliżaj.
Krwawiący Fabregas uśmiechnął się delikatnie i spojrzał mi głęboko w oczy. Żeby nie widzieć jego wkurzającej twarzy, założyłem mu worek na głowę. Wróciliśmy do naszej kryjówki. Gdy tylko wysiedliśmy z furgonetki Nicole wsiadła do pierwszego z brzegu samochodu i odjechała. Nie pojechałem za nią. Uznałem, że dam jej czas do przemyśleń. Tak dużo dziś przeszła. Postanowiłem zając się Fabregasem. Do naszego mieszkanie wróciłem następnego dnia po południu.
- Nicole. – krzyknąłem od progu. – Nicki! Gdzie jesteś?
Wystarczyło, że zaglądnąłem do sypialni i zrozumiałem, że Nicole spakowała wszystkie swoje rzeczy. Poszedłem do salonu spodziewając się jakiejś wiadomości. Nie pomyliłem się. Na stole leżał dysk i karteczka. Wziąłem ją i odczytałem.

Tak wiele razem przeszliśmy, a tak mało o tobie wiedziałam. Teraz wiem już wszystko i chciałabym zapomnieć. Wyjeżdżam jak najdalej od tego wszystkiego. Mam możliwość zacząć wszystko od nowa i chcę z tego skorzystać. Proszę, nie szukaj mnie.

Nicole




____________________________________________________________________________


17 komentarzy :

  1. Kolejna część? Super! Podałaś linki do poprzednich, ale pragnę zauważyć, że obie są w popularnych postach. Końcówka mnie zaskoczyła i po niej nie spodziewam się kolejnych części, chociaż na dole nie ma definitywnego napisu "Koniec". Nie mam już za wiele czasu, ale pozostaje mi tylko napisać, że notka jest świetna!

    OdpowiedzUsuń
  2. Co za suprajs. Najpierw ogłaszacie przerwę wakacyjną, a wkrótce taka wyczepista cześć PORWANEJ I PORYWACZA. Krótko, bo zmęczona z roboty wróciłam... To było wyczepiste tylko jestem zaskoczona końcówką. Spodziewałam się happy endu, a tu... Jesteś taka nieprzewidywalna :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne, jak zawsze! Super, że napisałaś kolejną część :D Mam nadzieję, że dasz radę napisać jeszcze jedną, bo ten cykl jest cudowny ;) Trochę szkoda, że Nicole odeszła od Jamesa, liczyłam, że będą razem, ale to może kiedy indziej :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ooo kuźwa!!! Przeżyłam szok! Aż żałuję, że nie jestem w wielkiej sali kinowej i nie oglądam jako film tego co napisałaś z popcornem i colą!!! Jeny! to by był światowy bestseller!!!!!! Tyle emocji z siebie wydałam! Jejku! Czy te informacje, które były w aktach o Jamesie, to prawda?? Ja cię sunę, jeśli, tak to dawaj mi szybko kolejną część, bo zwariuję. To było takie... sama nie wiem jakie. Fascynujące!!!
    Czekam niecierpliwie na kolejną część!!!
    Pozdrawiam Stelss :*********

    OdpowiedzUsuń
  5. ale sie działo OMG ! Jak mogła go zostawić?
    :D Superowe i czekam na nexta :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam nadzieję, że bd dalsza część i się wyjaśni. Bo jak nie, to masz ty w łeb! Czekam ;*

    OdpowiedzUsuń
  7. WYKURWIŁAM NA MIEJSCU. To ma się dobrze skończyć, czaisz to? Ma być jeszcze jedna część gdzie wszystko się zajebiście kończy. Pisz szybko!

    OdpowiedzUsuń
  8. Co za okropne zakończenie. Dobrze, że go zostawiła, bo zrobił tyle okropnych rzeczy, ale zarazem szkoda, że już koniec tego opowiadania :(
    Napiszecie może kiedyś opowiadanie z udziałem Pety?

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetne!!! :)
    Mam nadzieję, że już wszystko dobrze- zdrowia życzę! :)
    Liczę na kolejną cześć "Porwanej..."- to jest cudowne!
    Pozdrawiam całą ekipę :D

    OdpowiedzUsuń
  10. To jest BOSKIE!!! Mam nadzieję, że to nie koniec przygody ,,Porwanej i Porywacza'' ;) Jest tak ciekawie :) <3333

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja pierdole genialne ! Jak ja kocham tego bloga ! To jest chyba coś podobnego jak stary unconditional ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Genialne ! Nie da się opisać jakie zarąbiste !

    OdpowiedzUsuń
  13. Długie, ale warto było czytać... Mega <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Boże przeczytałam wszystkie części i uważam, ze mogłabyś napisać książkę *_____*
    KOCHAM TO ! To najlepsze opowiadanie jakie czytałam w życiu <3
    Na serio mam nadzieję, że będzie kolejna część. Sądziłam, że oni będą razem, ale jeśli James serio zrobił te wszystkie rzeczy to nie wiem jak będzie ... no ale może coś wymyślisz, albo już masz plan i będzie coś więcej <333
    Mam taką nadzieję i czekam ;D

    OdpowiedzUsuń
  15. "[...] Nie uratował młodego mężczyzny, który stracił przytomność uderzając głową w kierownicę. Nie uratował także dziecka, które płacząc umierało płonąc razem z tatą.- Przewodnik otarł ręką łzę, po czym mówił dalej. - Gdy policja i straż pożarna razem z karetką dojechały na miejsce, powiadomieni przez przejeżdżających kierowców, zastali dwa doszczętnie spalone wraki. Tydzień później pochowaliśmy dwie puste trumny."
    Czy James Maslow z synem miał szansę przeżyć? Czytaj Believe in Angels!
    http://btrwerka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. Cały blog jest EXTRA, Wszystkie opowiadania są SUPER, ale to... kurwa, kobieto, skąd ty czerpiesz wenę?! Jprd, przez emocje obgryzłam całą skuwkę od długopisu!
    Może nie skończyło się happy endem, ale mimo wszystko ten nieprzewidziany zwrot akcji jak najbardziej na miejscu. Liczę jednak na kolejną część i na to, że drogi Porwanej i Porywacza jeszcze się zejdą.
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń