środa, 31 grudnia 2014

Carlexa - historia prawdziwa

  *Alexa*
  Dzisiaj był Sylwester, więc wybrałam się do centrum, żeby kupić jakiś fajny ciuch i rzeczy potrzebne na imprezę. W tym roku to przyjaciele przychodzili do mnie, więc miałam dużo pracy. 
  Zaparkowałam samochód na parkingu i weszłam do centrum handlowego. Najpierw wybrałam się do mojego ulubionego sklepu z odzieżą, aby kupić jakąś fajną sukienkę.Wypatrzyłam wspaniałą, koronkową, małą czarną i oby dał Bóg, żebym się w nią zmieściła. Ufff... na szczęście poszło gładko. Zapłaciłam i udałam się do marketu po jakieś przekąski itp. Wyszłam cała obwieszona torbami i kierowałam się do wyjścia. Nagle zaczął dzwonić mój telefon, który miałam w torebce, więc zaczęłam się motać i go szukać. Nie patrzyłam gdzie idę i nagle poczułam, że natrafiłam na jakąś przeszkodę i wszystkie torby wypadły mi z rąk.

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Scooby-dooby-doo!




Dzisiaj Logan miał okrutnie zły humor, z tego co wynikało z rozmowy telefonicznej. Zadzwoniłam do niego rano, ale nie znam powodu, który spowodował ten smutek. No więc, postanowiłam, że jakoś poprawię mu nastrój i zabiorę do kina.
Podjechałam pod jego dom przed 15:00 i zapukałam do drzwi. Otworzył mi w piżamie:
- No, cześć. A ty jeszcze w piżamach? - zdziwiłam się.
- Julia, mówiłem ci, że mam zły humor i nie chcę mi się nic dzisiaj robić - powiedział smętnie.
- No wiem, ale pomyślałam, że poprawię mojemu misiaczkowi humorek - uśmiechnęłam się - Ubieraj się szybko i jedziemy.
- Gdzie?
- Do kina. Lubisz kino przecież.
Mruknął niezadowolony i poszedł do sypialni. Przestąpiłam przez próg i czekałam na niego w przedpokoju. Po 20 minutach wyszedł już ogarnięty.
- Dlaczego ty mi to robisz? - jęknął.
- Bo cię kocham - wzruszyłam ramionami i poszliśmy do samochodu.
Kiedy byliśmy już w kinie, zaczęliśmy przeglądać dzisiejszy repertuar. Logan strasznie wybrzydzał, a nie chcieliśmy czekać półtorej godziny na lepszy film, więc postanowiliśmy, że obejrzymy "Scooby-doo".

piątek, 7 listopada 2014

Boski hydraulik




     
  Upalny dzień w Los Angeles. Dzień jak co dzień. Dzieci były w szkole, a ja - samotna matka - siedziałam na balkonie opalając się. Słońce prażyło tak niemiłosiernie, że nie mogłam dłużej siedzieć na leżaku, jak homar na patelni. Zawinęłam się stamtąd i poszłam pod prysznic. Rozebrałam się i odkręciłam kurek z zimną wodą. Woda nie poleciała. Czy coś było nie tak? Zakręciłam go i spróbowałam jeszcze raz. I nic. Tak samo spróbowałam z gorącą wodą. Bez skutku. Poszłam do kuchni i odkręciłam kran. Czyżby jakaś awaria? Ubrałam się w spódniczkę i bluzkę na ramiączka, i poszłam do sąsiadki. Zapukałam do drzwi, a tam otworzyła mi Ally.
- Cześć, skarbie. Nie ma u mnie wody, u ciebie też? - zapytałam.
- Wiesz co, nawet nie wiem. Poczekaj chwilkę - przyjaciółka oddaliła się na chwilę.
Po minucie wróciła.
- Jest. Leci i ciepła, i zimna. Może znów masz awarię jak w zeszłym miesiącu?
- A ten hydraulik zapewniał mnie, że jest dobrze - prychnęłam.
- Wiesz jak to jest... - zwątpiła Ally.
- Tak, tak wiem. Cóż, muszę zadzwonić po jakiegoś majstra. Dzięki za pomoc, do zobaczenia - pożegnałam się.
- Cześć - kobieta uśmiechnęła się i zamknęła drzwi.
Poszłam do domu wkurzona. To już trzeci raz w tym roku. To mieszkanie po rodzicach nie było dobrym pomysłem - pomyślałam. Chwyciłam za telefon i wystukałam w nim numer. Kiedy wreszcie raczyli odebrać, wytłumaczyłam o co chodzi i podałam adres mojego domu. Miałam nadzieję, że tym razem nie przyślą do mnie jakieś przymuła, który pracował pierwszy tydzień.
Po 20 minutach oczekiwania, zjawił się u mnie ów hydraulik. Otworzyłam grzecznie drzwi, a w progu ujrzałam wysokiego mężczyznę. Kilkudniowy zarost, muskuły widoczne zza rękawa białej koszulki, ktora w części była zasłonięta robotniczymi ogrodniczkami w kolorze zgniłej zieleni. W lewej ręce trzymał czerwoną skrzynkę z narzędziami. Bob Budowniczy bez kasku i w przystojniejszym wydaniu.

niedziela, 26 października 2014

Słoneczny poranek




Słońce wschodziło właśnie ponad horyzont. W powietrzu unosił się zapach porannej rosy. Ptaszki śpiewały pieśni kojące dla ucha. Delikatne, ciepłe promienie rozświetlały twarz Margaret. Jej policzki błyszczały w świetle porannego słońca.
- Kurwa… Znowu nie zasłoniłam okien.. – Wymamrotała, otwierając zaspane oczy. Widziała wszystko jak przez mgłę. Chwyciła zegarek w rękę i znów przeklęła, gdy ten wskazał godzinę 6 rano. Był weekend, miała zamiar się wyspać, a nie zrywać z łóżka z samego rana. Przekręciła się na drugi bok. Wtedy właśnie spostrzegła się, że nie ma obok niej jej kochanka.

czwartek, 2 października 2014

List

Kochani,

    Tak czasem bywa, że człowiek chciałby się rozdwoić. Niestety nie wynaleziono duplikatora ludzi. Zawsze w życiu są rzeczy, które chcesz robić i takie które musisz robić. Z upływem lat, człowiek zaczyna rozumieć, że trzeba niestety wybrać to drugie. Właśnie mnie to dopadło.Zaczynam trzeci rok studiów, co oznacza przygotowywania do zdania licencjata. Wiąże się to z napisaniem 50-stronicowej pracy. Z przykrością muszę zawiesić moją działalność na tym blogu na najbliższy rok, gdyż nie jestem w stanie pisać jednocześnie opowiadań i pracy licencjackiej. Piecze nad blogiem przekazuje moim przyjaciołom, czyli współautorom tego bloga. Nie przeżyłabym zamknięcia bloga, więc zdecydowałam się na takie rozwiązanie. Mam nadzieję, że będziecie wspierać Chrisa i Berry i wpadać tu tak często jak do tej pory, bo bez Was nie miałoby to sensu. 
   Choć nie będzie przez ten rok na blogu moich opowiadań, będę z Wami cały czas myślami.
   Kocham Was i pozdrawiam. 
Wasza oddana pisarka 
Ada Maslow

Dla Was, ode mnie - Worldwide :)

niedziela, 28 września 2014

Internetowa randka




        
       
„To już dziś!” – myślałem zapinając guziki mojej koszuli. Wreszcie miałem poznać na żywo swoją internetową miłość. Umówiliśmy się w małej restauracji niedaleko mojego mieszkania. Na moim zegarku dochodziła już 20.00. Chwyciłem w rękę bukiet kwiatów i wyszedłem z mieszkania po drodze przeglądając się jeszcze w lustrze. Byłem odpicowany na tip top, tak jak chciałem. Bardzo zależało mi, by zrobić dobre wrażenie. W zaledwie kilka minut dotarłem na miejsce, a kelner zaprosił mnie do zarezerwowanego stolika. Usiadłem i czekałem na swą randkę. W końcu przed moim stolikiem stanęła kobieta z marchewkowymi włosami, zielonymi oczami, w chabrowej sukience delikatnie podkreślającej jej idealne kształty.
- Logan? – Spytała swym delikatnym głosem.
- Tak. – Wstałem.-  A ty pewnie jesteś Veronica?
- To ja. Bardzo mi miło. – Uśmiechnęła się i podała mi rękę, którą lekko musnąłem wargami.
- To mnie jest miło. – Spojrzałem na nią uwodzicielskim wzrokiem, podając kwiaty,  a ona zachichotała.

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Przyjacielski wieczór

„Tak, jestem gejem! Masz z tym jakiś problem?!” – Takich słów mógłbym użyć jeszcze kilka miesięcy wstecz. Zabawy z chłopcami i różne takie były na moim porządku dziennym. Mieszkałem z moją przyjaciółką lesbijką i często wymienialiśmy się swoimi doznaniami z partnerami/ partnerkami tej samej płci. Odkąd pamiętam trzymaliśmy się razem, tacy przyjaciele od piaskownicy, potem jeszcze bardziej połączyła nas nasza odmienność seksualna, a kiedy nasze rodziny nie zaakceptowały tego, jacy jesteśmy, wyprowadziliśmy się i wynajęliśmy razem mieszkanie. Żyło nam się dobrze, ja w świecie chłopców, ona dziewcząt, ale do czasu.

niedziela, 17 sierpnia 2014

Drwal

 Razem z dziewczynami wracałyśmy znad morza. Dzisiejszy dzień był mega upalny. Nie dało się wytrzymać, więc jechałyśmy z otwartym dachem, bo jak na złość wysiadła nam klimatyzacja. Wszystkie ubrane byłyśmy tylko w stanik i króciutkie spodenki lub spódniczki. Jechałyśmy już ponad 2 godziny i zgłodniałyśmy. Miałyśmy nadzieję, że teraz, kiedy przejeżdżamy przez jakieś lasy, gdzieś w pobliżu znajdzie się jakaś karczma czy bar i się zatrzymamy. Tak się też stało.
     Leśna chata, dość obszerny zajazd. Na parkingu stało kilka ciężarówek z drzewem na pace. Widocznie urzędowało tu dużo drwali. Zaparkowałyśmy i wysiadłyśmy z samochodu. Kilka kierowców obserwowało nas i posyłało słodkie uśmieszki. Nic nie podobało mi się w tych spoconych, łysych kotletach i dziewczynom na szczęście też. Poszłyśmy do środka. Kiedy otworzyłyśmy drzwi, buchnęło w nas przyjemne uczucie zimna. Było bardzo przyjemnie i chłodno. Poczułyśmy niebywałą ulgę. Usiadłyśmy przy jednym ze stolików i wzięłyśmy karty menu. Przez tę nagłą zmianę temperatury i chęć załatwienia się, odechciało mi się jeść. Przeprosiłam moje towarzyszki i powiedziałam, że idę rozprostować nogi. Dziewczyny tylko kiwnęły głowami, a ja wyszłam z karczmy. Znów poczułam na skórze prażące słońce.

wtorek, 29 lipca 2014

Porwana i porywacz - misja szpieg

*James*

- Na co masz dziś ochotę? – zapytałem Nicole
- Na ciebie. – odpowiedziała ciągnąc mnie za kołnierzyk koszuli
- Miałem na myśli coś do jedzenia. – zganiłem ją próbując udawać poważny ton, ale chyba mi to nie wyszło.
- Hmm, no to może owoce morza?
- Restauracja Mirello? – zaproponowałem
- Ty znasz się na tym lepiej.
- No to leć, ubierz się w coś eleganckiego.
Gdy tylko Nicole opuściła salon, zadzwonił mój telefon.
- Słucham.  – odebrałem szorstko
- Mamy informacje o ludziach, którzy was śledzą. – usłyszałem po drugiej stronie głos mojego starego kumpla.
- Matthew?  Gdzie Witalij? To on prowadzi tę sprawę.
- To chyba nie rozmowa na telefon. Mogę wpaść do ciebie?
- Jeśli to takie ważne.
- Sam się przekonasz.
Ton jego głosu mnie zaniepokoił. Nie chciałem jednak snuć domysłów. Poszedłem do garderoby, gdzie Nicole przeglądała ubrania nie mogąc się zdecydować co włożyć.
- Ułatwię ci sprawę. Nie musisz się przebierać. Kolację zjemy w domu. Ktoś do nas wpadnie. – powiedziałem zerkając zza winkla, na roznegliżowaną Nicole.

sobota, 5 lipca 2014

Szara myszka i Bad boy 2

Od incydentu z Kendallem minął już miesiąc. Przez dokładnie 31 dni nie odezwaliśmy się do siebie. Przez pierwsze dni mi to nie przeszkadzało, ale później czułam się coraz gorzej. Chyba naprawdę zaczęłam coś do niego czuć. Przez to całe jego ignorowanie mnie, popadłam w depresję. Przestałam się uczuć, co spowodowało obniżenie się moich ocen, cały wolny czas przesiadywałam w bibliotece i zamyślałam się na długi czas. Kiedy tylko widziałam Kendalla czułam motylki w brzuchu i uśmiechałam się, ale chyba w tym przypadku sama do siebie, bo on nawet mnie nie widział. Ciekawe czy wie jak mam na imię?
Wielkimi krokami zbliżała się studniówka. Od dzisiaj do studniówki zostały 3 dni. Chociaż uchodziłam za mola książkowego to lubiłam chodzić na imprezy, nie na byle jakie dyskoteki bez okazji, tylko na imprezy typu Halloween, Walentynki itp. Chodziłam na nie sama, ale zawsze znalazł się ktoś do tańca, do pogadania, to że byłam mądra nie oznaczało, że nie miałam znajomych. 
Dzisiejszy dzień przebiegał jak zawsze. Jednak na każdym kroku mogło się zobaczyć plakaty związane z balem, a w sali gimnastycznej został powieszony ogromny kalendarz z zegarem, który przypominał każdemu, że za 3 dni i kilka godzin odbędzie się studniówka. Większość miała już pary. Nie wiem czy Kendall kogoś miał, w zasadzie nie interesowało mnie to... To mnie zżerało od środka. Pragnęłam się dowiedzieć. Ale wnioskowałam, że nikogo nie ma, ponieważ można go było zobaczyć tylko w towarzystwie chłopców. Miałam dylemat, iść czy nie iść na bal? 

sobota, 28 czerwca 2014

Wakacyjny trening (100k)

 
Wreszcie WAKACJE! Tak długo wyczekiwane chyba przez wszystkich. Słonko, plaża, morze, a może góry. Polska, zagranica. Gdzie się wybieracie? Nawet jeśli zostajecie w domu to każdy marzy o super figurze. W końcu jest trochę czasu, żeby wyrwać jakieś ciacho lub laseczkę. Nie będzie jednak łatwo ze zwałkami tłuszczu na brzuchu, wylewającymi się boczkami, trzęsącymi się, sflaczałymi udami. Ale i tak Was kocham moje pulpeciki :* Nie zmienia to jednak faktu, że ta jak bohaterka opowiadania, które napisała dla Was RusherBerry, powinniście się wziąć za sport i zdrową dietę. NIE MA odchudzania głodówkami i reklamowanymi specyfikami. W zdrowym ciele zdrowy duch. Zachęcam Was do aktywnego spędzania czasu. Od dziś biegam po mojej malowniczej wsi. Rano zrobiłam 10 km lekkim truchcikiem. Jest POWER! Zobaczymy na ile wystarczy mi motywacji :P Pozdrawiam i zapraszam na opowiadanie. 
AM

Stanęłam na wadze i aż złapałam się za głowę, kiedy zobaczyłam co mi pokazała. Wiedziałam, że ostatnio trochę się zaniedbałam, ale żeby aż tak przytyć od ostatniego ważenia. Nie do pomyślenia. Postanowiłam, że się za siebie wezmę. Zawsze rano w telewizji leciał aerobik, więc postanowiłam skorzystać.

sobota, 21 czerwca 2014

Stewardessa

             

  Trasa po Europie zbliżała się wielkimi krokami. Pierwszy przystanek- Londyn. Kończyłem pakowanie, kiedy usłyszałem dźwięk mojego telefonu. To sms od Kendalla: „ za dwadzieścia minut wyjdź przed dom, tylko punktualnie”. Nie miałem dużo czasu, a musiałem jeszcze się ubrać i umyć zęby. Paradowałem po mieszkaniu w samym ręczniku obwiązanym w pasie, a z włosów skapywała mi woda. Z trudem zapiąłem walizkę i poszedłem do łazienki. Wyszykowałem się pięć minut przed czasem. Mogłem jeszcze na spokojnie pożegnać się z moim mieszkaniem i oswoić się z myślą, że przez najbliższy czas mnie tu nie będzie. Już tęskniłem. Właśnie miałem uronić łzę, gdy usłyszałem dźwięk klaksonu. Chwyciłem w rękę bagaż i wyszedłem, zamykając drzwi na klucz i włączając alarm. Wsiadłem do auta Kendalla, gdzie byli już on i James. Przywitałem się z nimi i pojechaliśmy po Logana. Jechaliśmy z myślą, że jak zwykle będziemy musieli na niego czekać, ale o dziwo to on wyczekiwał na nas. Wsiadł do wozu i od razu zaczął nas ochrzaniać.
- Co tak długo?! Ile można na was czekać?!
- No sorry, tak jakoś wyszło. – Uśmiechnął się Kendall.
- Może byś się najpierw przywitał? – Zasugerował James.
- Oj. Gdzie moje maniery? – Żartobliwie skarcił się brunet i podał wszystkim rękę. – A teraz już jedźmy, bo spóźnimy się na samolot.

sobota, 14 czerwca 2014

Pierwsza miłość

Miesiąc przed rozpoczęciem wakacji był najgorszy. Oprócz nieustannych prób do rozpoczynającej się trasy koncertowej, nie działo się zupełnie nic. Po wyjściu ze studia, czekało mnie tylko nudne popołudnie. Wczoraj wydarzyło się jednak coś, co wywróciło do góry nogami cały ten miesiąc. Jak każdego dnia po próbie, robiłem zakupy w jednym z dzielnicowych sklepów. Usłyszałem melodyjne „dzień dobry”. Odwróciłem głowę i zamarłem. Zobaczyłem ten sam promienny uśmiech i błyszczące oczy, lecz przez te 10 lat stała się jeszcze piękniejsza. A ja, identycznie jak za szczeniackich czasów, miałem ściśnięte z emocji gardło.
– Cześć Kendall, kopę lat. Poznajesz mnie chyba?
– Pam...Boże, to naprawdę ty? Wróciłaś? Taki szmat czasu się nie widzieliśmy.
– Skończyłam studia i  dostałam tu dobrą pracę. Wygląda na to, że zostanę tu na dłużej. Może jeszcze się zobaczymy – stwierdziła, płacąc za swoje produkty.
– Na pewno – wyksztusiłem.
– Trzymaj się – rzuciła zdawkowo i skierowała się do wyjścia. Już miałem odpowiedzieć podobnie, kiedy poczułem, że to nie może się tak skończyć.

sobota, 7 czerwca 2014

Przyjaciele

Wybierałem się właśnie na obiad do moich rodziców. Ostatnio rzadko się widywaliśmy. Szukałem kluczyków do samochodu, gry zadzwonił dzwonek do drzwi. Otworzyłem i otwarłem usta ze zdziwienia. W drzwiach stała Ewa, jedna z moich byłych dziewczyn.
- Hej James. – przywitała się słodko.
- Yhy, no hej.
- Mogę wejść?
- Właśnie wybierałem się do moich rodziców…
- Spokojnie, zajmę ci chwilkę. – przerwała mi.
Wpuściłem ją więc do środka i zapytałem:
- Napijesz się czegoś?
- Wody.
Podałem jej szklankę z wodą i usiadłem na kanapie, czekając aż się odezwie. Wzięła łyk wody, odstawiła ją na stolik i usiadła obok mnie.
- Słyszałam, że rozstałeś się z dziewczyną. – zaczęła
- Z nie pierwszą i zapewne z nie ostatnią. – rzuciłem oschle
- Oj nie bądź taki niemiły. Przyszłam jakoś naprawić nasze relacje. Chciałam, żebyśmy zostali przyjaciółmi.

sobota, 31 maja 2014

Trujący koralowiec

- To, co chłopaki? Na plażę! - krzyknął Carlos.
Dzisiaj ja, James, Kendall i Los zrobiliśmy sobie męski wypadzik. Ostatnio mało się widywaliśmy, więc postanowiliśmy coś z tym zrobić. Jechać na plażę to nie jest jakiś przebłysk geniuszu (Jamesa), ale zawsze coś. Ręczniki i zimne piwko zapakowane, więc mogliśmy już jechać.
Jeszcze za czasów "Windows Down" upatrzyliśmy sobie fajne miejsce na plaży. Zero ludzi i wysokie klify, z których, kiedy patrzyło się lornetką, można było zobaczyć laski opalające się na głównej plaży. Od razu przypadło nam do gustu.
Rozebraliśmy się do kąpielówek i od razu zaczęliśmy skakać do wody. Nie obyło się bez selfie półnagiego Jamesa i głupot, opowiadanych przez Kenda. Kiedy pływanie nas trochę znudziło, postanowiliśmy odpocząć. Wyszliśmy z wody, a Carlos wyjął cztery piwa z torby. Coś zaswędziało mnie pod stopą. Kiedy szedłem, bolało mnie. Zacząłem drapać to miejsce, ale większej uwagi na tym nie skupiłem. Usiedliśmy na ręcznikach i zaczęliśmy pić. Nagle Kendall o mało nie zachłysnął się napojem.
- Matko Boska, stary, co ty masz na stopie? - wskazując miejsce, w które się drapałem.
- Co? - uniosłem nogę do góry.
Zobaczyłem mały, jakby ułamany, kolec czy coś w tym stylu. Z otworku spływało trochę krwi, a miejsce było całe zaczerwienione.
- Coś mi tu weszło - powiedziałem bez przejęcia i wyjąłem kolec.
- Może trzeba z tobą na pogotowie? - zapytał Carlos.
- No coś ty. Nie będziecie mnie wozić do szpitala przez takie coś - parsknąłem.

niedziela, 18 maja 2014

Trzech goryli i szef

Właśnie wracałem z treningu do „DWTS”, kiedy nagle dostałem niespodziewanego sms’ a. Spojrzałem na ekran i zobaczyłem, że to wiadomość od mojej siostry Emmy: „Lepiej nie wracaj do domu, bo będziesz miał przesrane. Mama znalazła u Ciebie w pokoju torebkę kokainy. Jest wściekła i pakuje twoje rzeczy. Mówi, że nie będzie mieszkała z ćpunem pod jednym dachem i że jak Cię tylko zobaczy, rozerwie Cię na strzępy. Czy mógłbyś mi łaskawie powiedzieć, skąd się to u Ciebie wzięło, braciszku?!”. Treść mnie przeraziła. Myślałem, że ukryłem to tak, że nikt tego nie znajdzie, jednak się myliłem. Nigdy wcześniej nie brałem, ale treningi i występy w programie są tak męczące i stresujące, że musiałem znaleźć coś na rozluźnienie. „Dlaczego ja w ogóle jeszcze mieszkam z matką?! Mam przecież ponad 20 lat, pieniądze i nadal siedzę na garnuszku u mamusi. Gdyby nie to, że z nią mieszkam, to nigdy by się nie dowiedziała, a zaraz po skończeniu występów w „DWTS”, rzuciłbym to w cholerę i nigdy więcej po to nie sięgnął!”- myślałem. 

Wiedziałem, że do domu nie mam po co wracać, byłem już i tak wystarczająco wykończony, więc nie chciało mi się słuchać wywodów mojej matki i bronić się. W tamtym momencie nie chciałem z nikim rozmawiać, więc nawet nie odpisałem siostrze. Postanowiłem pojechać do mojego dilera kupić sobie towar. Zadzwoniłem do niego i umówiłem się w naszym stałym miejscu. Kiedy dojechałem, wysiadłem z auta i czekałem na wybawcę. W końcu pojawił się zza zakrętu i podszedł do mnie. Wyciągnął rękę, w której trzymał torebkę z kokainą, a ja odebrałem towar i zapłaciłem. Mężczyzna zniknął, a ja oparłem się o auto i usypałem sobie „ścieżkę” na ekranie telefonu. Wciągnąłem szybko jedną dziurką i zakręciło mi się w nosie. Prawie kichnąłem. Schowałem resztę do kieszeni, żeby mieć na później, zamknąłem samochód, po czym poszedłem na spacer. Czułem się jakbym wypił 4 szybkie, huczało mi w głowie i trochę nie panowałem nad swoimi nogami, wszystko po drodze mnie bawiło. Szedłem jakąś kompletnie nie znaną mi ulicą miasta, nagle poczułem silne uderzenie tył głowy i upadłem na ziemię.

               

poniedziałek, 12 maja 2014

Bal charytatywny

Dostałem zaproszenie na bal charytatywny. Nie miałem zbytniej ochoty na niego iść, ale moja dziewczyna Clarie zdołała mnie namówić. W zasadzie chodziła za mną pół dnia i jęczała do ucha, że chce iść na ten bal. Nie miałem wyjścia. Nie przepadałem za garniturami, ale raz mogłem zrobić wyjątek. Imprezka okazała się całkiem przyjemna. Clarie była w swoim żywiole i co kilka minut zmieniała towarzystwo. Po godzinie ze wszystkimi była już na „ty”. Najbardziej zdziwiło mnie, że z daleka machał jej nawet sam burmistrz. Z szerokim uśmiechem podał jej szklankę z ponczem i zapytał:
- Carlosie, mógłbym porwać twoją dziewczynę na chwilkę?
- Oczywiście panie burmistrzu. – odpowiedziałem ledwo powstrzymując śmiech na widok błagającej o wybawienie miny Clarie.
Próbowała delikatnie odmówić burmistrzowi, ale on położył swoje tłuste łapsko na jej biodrze i porwał ją do tańca. Stałem tak przez chwilę i dusiłem się ze śmiechu, widząc jak Clarie ucieka stopami przed miażdżącymi buciorami tego hipopotama. Poczułem na ramieniu czyjąś dłoń. Odwróciłem się i zobaczyłem Susan. Wyglądała prześlicznie w błękitnej sukni i spiętymi w kok, falowanymi, blond włosami.
- Nie spodziewałam się, że spotkam cię na balu. – powiedziała moja była

sobota, 10 maja 2014

Big Time Bank

- Kendall, wstań proszę i zrób zakupy. Ja za ten czas zrobię pranie. – krzyknęła mama Kendalla
Kendall zwlókł się z łóżka z lekkim bólem głowy. Wczorajsza impreza dawała mu się we znaki. Miał problem z ubraniem się, ale gdy już mu się to udało, wziął portfel i poszedł do sklepu. Spacer na świeżym, porannym powietrzu dobrze mu zrobił. Po kilku krokach poczuł się lepiej. Wrzucił monetę do wózka, odpiął go od reszty i ruszył między regały. Zbierał z półek wszystko co matka zapisała mu na liście. Było tego dość sporo i Kendall zaczął żałować, że nie ma ze sobą samochodu. Poszedł wreszcie do kasy, gdzie młoda i ładna ekspedientka zaczęła kasować produkty. Uśmiechała się pod nosem, raz za razem zerkając na Kendalla, który odwzajemniał uśmiechy i powoli pakował wszystko do szarych toreb. Kiedy wszystkie rzeczy zostały skasowane, Kendall podał dziewczynie swoją kartę. Ekspedientka drgnęła, gdy przypadkowo zetknęli się palcami. Dziewczyna włożyła kartę do terminala i podała Kendallowi recytując przy tym znaną wszystkim formułę „proszę pin i zielony”. Wedle prośby, Kendall wpisał pin i zatwierdził zielonym. Terminal wydał dziwny pisk i wyświetlił komunikat „ transakcja nieprzyjęta”. Uśmiechnął się do kasjerki i ponownie wpisał pin. Jednak znowu nie przyjęto transakcji.

sobota, 3 maja 2014

Wodne igraszki

Tamtego wieczora siedzieliśmy z Morgan na kanapie i oglądaliśmy jej ulubioną komedię romantyczną, która mnie nie koniecznie rajcowała. Oglądałem ją, żeby nie zrobić przykrości żonie,
dodatkowo lubię nasze wspólne wieczory, bo zawsze wtula się we mnie i jest mi przyjemnie jak nigdy. Tak też było tamtym razem. Moja kobieta leżała na mnie, a ja bawiłem się jej włosami pod czas oglądania filmu. Kiedy przyszła pora na reklamy, Morgan podniosła się cała potargana
i oznajmiła, że idzie się wykąpać, bo jest już śpiąca.
- Może umyć Ci plecki?- Zaproponowałem żartobliwie.
- Nie, dzięki. Poradzę sobie.- Pocałowała mnie w policzek i ruszyła w stronę łazienki.
Odprowadziłem ją wzrokiem do drzwi, po czym wlepiłem wzrok w telewizor i skakałem po kanałach szukając czegoś sensownego. Nie znalazłem niczego, co mogłoby mnie zainteresować, więc wróciłem do kanału, na którym leciał wcześniej oglądany film i gapiłem się w reklamy. Nagle zachciało mi się popcornu więc udałem się do kuchni i wstawiłem paczkę do mikrofali. Kiedy kukurydza się uprażyła, wróciłem na kanapę i zjadałem powoli ziarenko po ziarenku. Gdy tak sobie jadłem, do moich uszu dobiegł słodki głos mojej żony:
- Loooguś….
- Tak, skarbie?
- Umyjesz mi te plecki?
- Oczywiście, już się robi. – Odłożyłem miskę z popcornem na bok i poszedłem do Morgan.

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Cheerleaderka

Na boisku rozległ się odgłos gwizdka trenera.
- Schmidt, schodzisz! - usłyszałem ciężki głos mojego wychowawcy.
- Co?! Dopiero zdążyłem wejść na boisko! - oburzyłem się.
- Nie pyskuj, cwaniaczku! Był faul!
- Kurwa - mruknąłem pod nosem i rzuciłem piłką w ziemię.
Usiadłem na trybunach, a na moje miejsce... Oczywiście! Jared! Szatynek, który nie wiadomo skąd przybłąkał się do naszej szkoły i w niespodziewany sposób został kapitanem drużyny futbolowej, którą dowodziłem wcześniej ja.
Byłem mega wkurwiony. Rzuciłem kaskiem o ziemię i poszedłem do szkoły. Przy wejściu złapał mnie Carlos.
- Hej stary, co ty taki wkurzony? - zapytał.
- Zapytaj się naszego kochanego wuefisty i jego pupilka!
- Kurde, nie zachowuj się jak naburmuszona nastolatka.
- Łatwo powiedzieć, ty nie zostałeś zwolniony ze stanowiska kapitana w drużynie.
- Oj, rozpaczasz. Tak bywa. Pogódź się z tym.
Jebnąłem tylko focha na niego.
- Wiesz co poprawi ci humor? - powiedział z uśmiechem.
- Co?
- Cheerleaderki mają próbę na sali - jego uśmiech się powiększył - Idziesz?

wtorek, 22 kwietnia 2014

Ciężkie życie gwiazdy

Czas wlókł się niemiłosiernie przez cały dzień. Siedziałem w studio i gapiłem się w zegar.
"Jeszcze minutka" - myślałem - "Już, zaraz."
Nagle wskazówka przesunęła się i wybiła godzina 22:00.
- Do widzenia! - krzyknąłem i niczym koń, galopem popędziłem do auta.
Odpaliłem silnik i wcisnąłem gaz. W radio, jak na złość, leciała jakaś wolna ballada. Zadziałało to na mnie jak kołysanka. Zacząłem zasypiać za kierownicą. Powieki stawały się ciężkie, aż wreszcie zapadła ciemność. Nagle usłyszałem pisk opon i klakson. Od razu wyrwało mnie to ze snu. O mało nie uderzyłbym w samochód obok. Szybko zjechałem z powrotem  na mój pas i wyłączyłem to cholerne radio. Życie sławy nie jest taką sielanką. Od rana próby do DWTS, wywiady, fani, jeszcze studio. Przynajmniej teraz nie muszę uczyć się na pamięć kilku stron scenariuszy.
Rozmyślając nad moim życiem, czas minął mi szybko i zanim się obejrzałem byłem już przed moim domem. Zgasiłem silnik i wysiadłem z samochodu. Przekroczyłem próg drzwi i na samym wejściu runąłem na pufę stojącą w rogu. Leniwie zdjąłem buty i wstałem. Wolnym krokiem ruszyłem do kuchni, żeby się napić. Zauważyłem, że drzwi na ogród są uchylone.
"Czyżby jeszcze nie spała?" - zapytałem w myślach.
- Kochanie, to ty?! - usłyszałem głos mojej dziewczyny.
- Tak to ja! Gdzie jesteś?! - odkrzyknąłem jej.
- W ogrodzie!
- Zaraz do ciebie przyjdę!
Wziąłem kilka łyków zimnego soku pomarańczowego i poszedłem nad basen w ogrodzie. Od tyłu widziałem postać leżącą na leżaku. Zbliżyłem się bardziej do niej. Kiedy zobaczyłem ją w całej okazałości zmroziło mnie. Leżała sobie taka niewinna w staniczku i majtkach, popijając drinka.

czwartek, 17 kwietnia 2014

Big Time Fall Down

James jak co rano robił zakupy. Kupił coś na śniadanie i na obiad. Wracając, zahaczył o jeszcze jeden sklep i kupił coś o czym marzył od dawna. Z uradowaną miną wrócił do mieszkania. Od progu zawołał do Jennifer:
- Kochanie, mam dla ciebie niespodziankę.
- Uuu, kocham niespodzianki. Co to takiego?
Jen, odłożyła Samanthę na kocyk z zabawkami i podeszła do Jamesa. Trzymał coś za plecami, a gdy Jen się zbliżyła odsunął się od niej, chcąc dłużej potrzymać ją w niepewności.
- Pokaż co tam masz! – błagała Jennifer

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Gra



Za raz po nagraniu pojechałem do galerii handlowej. Przy stoisku z grami spotkałem kumpli.
- Hej Logan, zagrasz z nami?
- Może innym razem. Mam coś do załatwienia. – odkrzyknąłem i poszedłem dalej.
Znalazłem ustronne miejsce vis–a–vis butiku w którym pracowała moja dziewczyna Tris. Wyciągnąłem telefon i napisałem pierwszego SMS–a: "Gdzie jesteś? Masz chwilkę?". Chwilę trwało, zanim delikatna wibracja oznajmiła nadejście odpowiedzi. "W pracy. Mało klientów, siedzę i czytam książkę.".
Szybko napisałem odpowiedź.
"To dobrze. Bo mam na ciebie ochotę. Teraz. BE MY BITCH."

czwartek, 10 kwietnia 2014

Big Time Scrambled Eggs

Po raz pierwszy od dłuższego czasu, Jennifer obudziła się rano wypoczęta. Nawet Samantha zmęczona wrażeniami, przespała całą noc. Kiedy Jen otworzyła oczy, Jamesa nie było już w łóżku. Do sypialni dochodziły natomiast zapachy z kuchni. Po kilku minutach James wkroczył do pokoju z tacą, nastrojoną śniadaniem. Talerz przykryty metalową kopułą i szklanka soku pomarańczowego. Jen podniosła się i oparła o poduszki. Z wesołą miną poklepała kołdrę na swoich nogach, dając Jamesowi znak, żeby postawił tam tacę.
- Jak mi brakowało, tych śniadań do łóżka. – powiedziała Jen
- A mnie brakowało ciebie.
- Co my tu mamy ciekawego? – zapytała, z ciekawością unosząc pokrywę.
Ku jej zaskoczeniu, talerz był prawie pusty. Prawie, bo na środku leżało małe, czerwone pudełeczko. Jen, wzięła je do ręki i otworzyła. Na widok pierścionka wysadzanego diamentami, zamrugała szybko powiekami. Popatrzyła na Jamesa i powiedziała:

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Dziewczyna z apteki

Nadeszła wiosna i czas na moją alergię. Wpadłem do apteki, aby zaopatrzyć się w jakieś medykamenty. Po przekroczeniu progu apteki, uderzył mnie w nozdrza, silny zapach lekarstw. Stanąłem w kolejce i spokojnie czekałem na moją kolej. Rozglądnąłem się dookoła i mój wzrok spotkał się ze wzrokiem staruszki, która zaczęła mamrotać do siebie coś na temat moich włosów. Odwróciłem się od niej i skupiłem na osobie, która była przede mną i właśnie podchodziła do okienka. Dziewczyna była bardzo młoda, bardzo ładna i bardzo nieśmiała.
– Poproszę paczkę tamponów... – powiedziała cicho, jakby bała się, że robi coś zakazanego, a w każdym razie – niestosownego.
Starsza pani podrapała się po swoim moherze na głowie zmierzyła ją groźnym spojrzeniem. Czyżby za jej czasów dziewczyna podczas okresu miała obowiązek zamknąć się w ciemnicy i przeczekać "nieczyste dni"? Na szczęście sprzedawczyni w aptece uśmiechnęła się do młodej klientki z wyrozumiałością i podsunęła paczkę O.B.
– Te będą dobre?
– Tak, poproszę. I jeszcze... paczkę prezerwatyw... – dodała dziewczyna zniżając głos prawie do szeptu i oblewając się konkursowym rumieńcem. Bardzo ładnym rumieńcem.

piątek, 4 kwietnia 2014

Motocyklista

Mieszkałam w małym miasteczku, dosyć cichym, gościnnym, ale i tajemniczym, tak jak lubię. Nie było gwaru samochodów, odoru dymu czy innych nieprzyjemnych rzeczy. Po prostu takie wieś-miasteczko. Szłam właśnie chodnikiem, niezbyt zadbanym, na pobliski plac zabaw. Mieli go wyburzyć, więc chciałam jeszcze skorzystać z okazji i przed dzień rozwalenia go, trochę na nim pobyć. W miejscowości nie było za dużo dzieci, co mnie bardzo cieszyło, bo nienawidzę tych małych istot, więc nie przychodził tu prawie nikt. Pewnie dlatego chcieli go zburzyć dla miejsca na jakiś blok czy coś. Przeważnie byłam tu ja ze swoimi myślami. Przeszłam przez taśmę, która była owinięta wokół wejścia na plac i ostrzegała, żeby nie wchodzić z powodu niebezpieczeństwa, i ruszyłam w stronę huśtawek. Usiadłam na jedną, która dosyć głośno skrzypnęła i zaczęłam poruszać powoli nogami, żeby wprawić ją w ruch. Włożyłam słuchawki do uszu i włączyłam na full muzykę. Z czasem zaczęłam się rozpędzać i w rytm piosenki, huśtać się. Przy piątej piosence coś mi przeszkodziło. Czułam jakieś drżenie. W pierwszej chwili nie zwróciłam na to uwagi, a poza tym nic innego nie słyszałam oprócz muzyki. Dopiero kiedy przez głośną muzykę przedarł się głośny ryk, wyjęłam jedną słuchawkę z ucha. Rozejrzałam się dookoła i co zobaczyłam? Jakiegoś gościa na motorze, który palił gumę. Był cały w skórze, na rękawach miał kolor biały i czerwony, a tak to wyglądał jak czarna wdowa. Kiedy zobaczył, że patrzę na niego przestał robić dym i także spojrzał na mnie.
- To dla mnie ten popis?! - krzyknęłam, bo stał dosyć daleko.
- A widzisz kogoś innego dla kogo mógłbym to robić?! - odkrzyknął mi.

niedziela, 30 marca 2014

Big Time Mallorca

Jennifer siedziała w barze przy plaży i kątem oka obserwowała przystojnego barmana w czarnej koszuli. Trzy odpięte guziki, ukazywały jego gładki, opalony tors. Kiedy wyszedł zza lady, aby zanieść drinka do stolika na drugim końcu sali, Jen zerknęła na jego pośladki i ledwo powstrzymła się od gwizdnięcia z zachwytu. Potem odwróciła się i posmutniała, bo stwierdziła, że nikt nie poleci na laskę z dzieckiem. Zwłaszcza taki seksowny barman. Pociągnęła przez słomkę łyk drinka. Dosiadł się do niej pewien mężczyzna i powiedział:
- Nie ten status społeczny. Taka piękna kobieta potrzebuje luksusu i mężczyzny gotowego zrobić dla niej wszystko.
Jennifer popatrzyła na intruza i odpowiedziała:
- Zna pan takiego?
- Być może. Proszę, mów mi John.
- John. Miło mi, ale nie szukam towarzystwa. Poza tym muszę już iść.
- Gdzie Ci tak spieszno?
- Muszę wracać do córki, bo za chwilę zamkną żłobek.
- Proponuję zatem podwózkę.
- Dziękuję, ale nie skorzystam.
Jennifer rzuciła na ladę pieniądze za drinka i odeszła. John stał nadal w tym samym miejscu. Nie był zniechęcony, a wręcz sprawiał wrażenie podburzonego do walki. Poszedł na parking i wsiadł do swojego czerwonego Ferrari.
Jen szła powoli chodnikiem i rwała liście krzewów, wychodzące poza ogrodzenia posesji. Droga była mało ruchliwa, więc już z daleka usłyszała ryk silnika. Sportowy samochód, zamiast przejechać szybko obok niej, zwolnił tak, że jechał równo z tempem jej chodu. Przyciemniana szyba otworzyła się i Jen zobaczyła Johna.

środa, 26 marca 2014

Po prostu seks


~dla Any


Siedziałem na kanapie i bezmyślnie przełączałem kanały telewizyjne. Czekałem aż moja dziewczyna wróci z pracy. Jakiś czas temu załapała się na upragniony staż w księgowości. Niestety stażyści zawsze są wykorzystywani do odwalania czarnej roboty. Szef kazał zostać Anie po godzinach i dokończyć za niego wypełnianie jakiś druczków. Ana nie miała czasu mi tego wytłumaczyć, gdy dzwoniła do mnie z informacją, że musi dłużej zostać. Kiedy wróciła, był już późny wieczór.
- Jesteś głodna? – zapytałem – Mogę ci coś przygotować.
- Dziękuję skarbie, ale jadłam w pracy. Umarłabym z głodu, gdyby ochroniarz nie przyniósł mi hamburgera. W sumie fajny z niego facet.
- Mam być zazdrosny?
- Może. – mruknęła z uśmiechem
Widziałem jaka była zmęczona, ale mimo to uśmiechała się i żartowała. Za to poczucie humoru ją kochałem.
- Kendziu, zrobiłbyś mi masaż? Czuję, że za raz mi odpadną ramiona. – jęknęła błagalnie

poniedziałek, 24 marca 2014

Pierogi

~dla Marli


Wróciłem do mieszkania, po kliku godzinach ćwiczenia nowego układu  do piosenki. Gdyby nie wygłupy Carlosa, poszłoby nam dużo szybciej. Zostawiłem buty w przedpokoju i ruszyłem w stronę kuchni, w której usłyszałem śpiew. To była Marla lepiąca pierogi i podśpiewująca sobie pod nosem. Chyba nigdy nie słyszałem jak śpiewa, teraz miałem okazję. Stałem w wejściu do kuchni  i nasłuchiwałem jej głosu. Nie odzywałem się żeby jej nie speszyć. Bardzo podobała mi się barwa jej głosu.  Kiedy skończyła piosenkę, zacząłem głośno klaskać.
- Logan? Długo tu stoisz? – Zapytała wyraźnie zmieszana.
- Tak jakoś od połowy piosenki.
- Dlaczego się nie odezwałeś?
- Bo zahipnotyzował mnie twój głos. Jest piękny. – Powiedziałem uśmiechając się do niej.
- Przestań.
- Mówię serio, podobało mi się.
Nastała cisza. Marla patrzyła na mnie przez chwilę, po czym wróciła do lepienia pierogów. Patrzyłem jak zgrabnie jej to idzie. Uwielbiam patrzeć jak gotuje, a jeszcze bardziej uwielbiam jeść to co ugotuje. Podszedłem do niej i zaproponowałem pomoc.
- O nie, mój drogi. Jak Ty mi pomożesz, to wszystkie pierogi rozwalą się  podczas gotowania. – powiedziała ze śmiechem
- Ale..
- Nie ma żadnego ale. – uśmiechnęła się  – Lepiej idź się wykąp, bo śmierdzisz potem. Już, już, już.

sobota, 22 marca 2014

Zaczęło się od drinka

~dla Stelss



Od tygodnia spotykałem się, z pewną piękną i tajemniczą kobietą. Zaczęło się niewinnie, od postawienia drinka w barze. Na stołku barowym siedziała piękna kobieta o szlachetnych rysach twarzy i jasnej karnacji. Najpierw myślałem, że na kogoś czeka, ale po kilkuminutowym wpatrywaniu się w nią, zdecydowałem się podejść. Zaproponowałem drinka, a ona zalotnie odrzuciła włosy do tyłu i odpowiedziała:
- Bardzo chętnie. Mogłabym poznać imię mojego sponsora?
- Jestem Kendall, a ty?
- Stella, ale mówi mi Stelss.
Kiedy barman zrobił drinka dla Stelss, zaczęliśmy trochę sztywną rozmowę, która szybko przerodziła się w flirt. Nie zdawałem sobie sprawy, że zajdzie to tak daleko. Wybiła północ i wiedziałem, że muszę już wracać do domu. Z żalem pożegnałem się ze Stelss. Jednak po wyjściu z baru, Stella poszła za mną. Przez chwilę podążała za mną krok w krok, ale w końcu zrównała się ze mną i  zaproponowała:
- Pójdźmy do mnie. Mam na ciebie ochotę.

wtorek, 18 marca 2014

Porwana i porywacz - porachunki

*Nicole*
Z każdym dniem, przyzwyczajałam się do życia u boku Jamesa. Bywały lepsze i gorsze chwile, ale w gruncie rzeczy James nie był taki zły. Każdy dzień był mniej więcej taki sam. Wstawałam wtedy kiedy chciałam i do popołudnia robiłam w mieszkaniu to na co miałam ochotę. James zawsze dbał, abym miała pełną lodówkę i inne rzeczy, których mogłam potrzebować lub, które po prostu były moją zachcianką. Czasami po południu wychodziłam z Jamesem na jakąś kolację. Wieczorem zawsze to samo. Musiałam zadowolić Jamesa w taki sposób jaki sobie zażyczył. Przyznam, że miał wiele dziwnych fanaberii, ale musiałam spełniać je bez zastanowienia. Kiedy budziłam się rano, jego już nie było. Wyjeżdżał na drugi koniec miasta, robić swoje brudne interesy. Podczas jednego z takich dni, siedziałam znudzona przy oknie. Moją uwagę zwrócił czarny Van stojący po drugiej stronie ulicy. Czarne Vany z przyciemnianymi szybami zawsze oznaczały kłopoty. Kiedy wieczorem wrócił James, powiedziałam mu o moich obawach. Z dziwnym spokojem w głosie powiedział:
- Widziałem go już wczoraj. Ktoś nas obserwuje. Kazałem już to sprawdzić moim ludziom. Nie przejmuj się tym. Prosiłbym cię tylko, abyś nie przesiadywała w oknie, bo stajesz się dogodnym celem.
- Celem czego? – zapytałam przerażona
- Różnie bywa. Mogą ci na przykład odstrzelić głowę.
Chwyciłam się za moją śliczną główkę. Kocham moja głowę i nie chcę jej stracić. Opanowałam się i chwyciłam za torebkę, myśląc, że jak zwykle pójdziemy na miasto coś zjeść.
- Dziś nigdzie nie pójdziemy. Lepiej zostać, bo wczoraj te typki z Vana nas śledziły.

poniedziałek, 17 marca 2014

Big Time Uncle John

- James, chyba powinieneś tu przyjechać. - James usłyszał w słuchawce głos Kendalla
- Cholera. Jest 5 rano. - powiedział zaspany - Mam nadzieję, że chodzi o Jen.
- I tak, i nie. - powiedział tajemniczo Kendall - Zbieraj się szybko.
James jak szybko tylko mógł, zjawił sie w Palm Woods. Gdy Kendall otworzył mu drzwi, usłyszał od progu:
- James, synu. Nie wiedziałem, że się przeprowadziłeś.
- Wujek John?! Co ty tu robisz?
- Nie mów do mnie wujku. Zawsze uważałem cię za swojego syna. Poza tym gdybym to ja był twoim ojcem, to zostałbyś milionerem tak jak ja, a nie ciułał grosz do grosza z jakiegoś marnego zespołu.
- John, już wiele razy o tym rozmawialiśmy.
- Tak, tak, wiem. To jest to co kochasz, bla, bla, bla. Nie po to tu przyleciałem z Waszyngtonu. Dowiedziałem się od twojej matki, że zaginęła ci dziewczyna.

sobota, 15 marca 2014

Sekretarka

Dzisiejszy dzień był okropny. Zacznijmy od początku: najpierw spóźniłam się do pracy, ponieważ budzik nie zadzwonił na czas, potem mój komputer się zepsuł. Cały dzień chodziłam w ciężkich szpilkach i na nadmiar tego, musiałam szczerzyć się do każdego ważniejszego typka w firmie, ale mój ukochany szef jest tak mną zatroskany, że musiał kazać mi zostać po godzinach i uzupełniać jakieś rachunki. Księgowa i sekretarka? Tak, niestety. Mądrzy ludzie tacy jak ja muszą płacić za swą inteligencję.

Siedziałam z okularami na nosie przy biurku. To zerkałam w monitor, to w papiery. Okropnie bolały mnie oczy, ale cóż poradzić. Usłyszałam kroki. To pewnie Kendall, znaczy mój szef, szedł tutaj. Przyznam, że nie lubiłam zostawać dłużej w pracy, ale ta cisza była lepsza niż hałas od rana.
- Witaj Amando - powiedział.
- Dobry wieczór - nie szczędziłam sobie krzywego wzroku na niego.
- Czyżby nie był taki dobry? - zapytał z uśmieszkiem.
Był wredny, to muszę przyznać, ale tak naprawdę to nie mogłam mu się oprzeć.
- Nie, szefie. Jest wręcz wspaniały - z sarkazmem odpowiedziałam.
- To się cieszę, ponieważ jutro także zostaniesz.
Wbił mnie w ziemię tą wiadomością.

czwartek, 13 marca 2014

Big Time Disappear

Po wyjeździe Jo, Kendall zagnieździł się przed telewizorem. Zagnieździł w znaczeniu dosłownym, bo obłożył się poduszkami, a dookoła leżały opakowania po chipsach, ciastkach i cukierkach. Całe to jego miejsce wyglądało jak gniazdo nieszczęścia. Pełnią całego obrazu była mina Kendalla, która mówiła "zostawcie mnie, chcę tu dokończyć żywota". Oczywiście dobrzy kumple nie mieli zamiaru go zostawiać.
- Stary, chodź. Pojedziesz ze mną po Jennifer.
- Nigdzie nie jadę.
-To chociaż tu ogarnij, bo przyjedziemy tu na obiad. Twoja mama nas zaprosiła.
- Ehe.
James pokiwał głową i dał Carlosowi znak na migi, żeby zrobił coś z Kendallem, a sam pojechał do szpitala. Czekała już tam na niego spakowana Jennifer. Siedziała na kraju łóżka i czytała zalecenia zapisane przez doktora Wattersa.

sobota, 8 marca 2014

♥ Dzień Kobiet ♥

Z okazji DNIA KOBIET, BigTimeChris napisał dla Was nadprogramowe opowiadanie. Zupełnie inny styl, ale i okazja jest wyjątkowa. Wszystkiego najlepszego kobiety i dziewczęta ;) 
AM, RB i BTC
________________________________________________

Przenieś się w niesamowity świat fantazji i wyobraź sobie, że w sobotni wieczór wracasz z pracy wkurzona na szefa, że musiałaś zostać po godzinach. W rękach masz torby zakupów, które zrobiłaś zaraz po wyjściu z biurowca. Otwierasz drzwi i zamykasz je za sobą kopniakiem. Wchodzisz do przedpokoju, ściągasz buty i płaszcz. Chcesz zanieść zakupy do kuchni, kiedy nagle przed tobą staje Logan w szlafroku i z różą w zębach, klęka przed Tobą.
- Wszystkiego najlepszego kochanie. – Mówi z uśmiechem na ustach, podając Ci kwiat.
- Dziękuję, ale ja nie mam dziś urodzin. – Oznajmiasz, trzymając  go i wąchając jego zapach.
- Przecież wiem. Dzisiaj jest dzień kobiet, zapomniałaś?
- A no tak, racja. Taka okazja i tylko różę od Ciebie dostaję? Ale bieda.. – Droczysz się z nim.
- To nie wszystko. – Mówi Logan, patrząc na Ciebie zadziornie i ściągając szlafrok.
Kiedy zrzuca z siebie strój, widzisz jego nagie ciało owinięte czerwoną wstążką. Uśmiechasz się pod nosem i nie dowierzasz własnym oczom.

piątek, 7 marca 2014

Owocowy deser.

Byłam w kuchni i robiłam sobie sałatkę owocową. Kroiłam truskawki, kiedy Carlos wszedł do kuchni.
- Hej, skarbie, co robisz? - zapytał, obejmując mnie w pasie.
- Robię sobie sałatkę, chcesz też?
- Tak chętnie, ale mam lepszy pomysł.
- Jaki?
- Idź sobie do salonu, a ja cię zawołam.
- Ale co z moją sałatką?
- Przekonasz się - zabrzmiało to tajemniczo.
Na prośbę Losa wyszłam z kuchni i usiadłam sobie w salonie. Nie byłam za bardzo pewna co zrobi, ale zaufałam mu. 
Po 20 minutowym oczekiwaniu Carlos zawołał mnie. Weszłam do kuchni i mnie zamurowało. Carlos leżał na stole nagi, przybrany w owoce, czekoladę i bitą śmietanę.