Jako najlepsza uczennica w szkole musiałam mieć nieskazitelną średnią
na koniec roku ze wszystkich przedmiotów. Z większości lekcji miałam piątki i
szóstki. Napisałam egzamin najlepiej z całej szkoły, ale niestety moją piętą
Achillesową był W-F. Nie byłam gruba czy coś, ale po prostu nie miałam
kondycji, i niektóre ćwiczenia sprawiały mi trudność. Na koniec wychodziła mi
trója. Byłam naprawdę zła, a raczej wściekła na belfra, który nie chciał mnie
poprawiać, bo zawsze mówił: "W-Fu się nie nauczysz". Jednak tydzień
przed wystawianiem ocen pan Henderson zachorował, a na jego miejsce przyszedł
pan Maslow. Szczerze mówiąc to nie wiem na co ta zmiana nauczyciela, ale dla mnie
tym lepiej. Miałam okazję poprawić się albo przynajmniej uprosić nowego o
podwyższenie oceny. Wiem, że szóstki mogłyby mi pokryć tę ocenę, ale byłam
perfekcjonistką.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą by RusherBerry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą by RusherBerry. Pokaż wszystkie posty
środa, 25 lutego 2015
sobota, 7 lutego 2015
Najlepszego
Etykiety:
by RusherBerry
,
z Kendallem
Dzisiaj
były moje urodziny, ale nie spodziewałem się, żeby ktoś zorganizował mi imprezę
niespodziankę. W tamtym roku też nikt mi jej nie zrobił, więc nie łudziłem się
na coś więcej. Wczoraj razem z Jamesem, Carlosem, Dustinem, Loganem i moją
dziewczyną - Taylor umówiliśmy się, że dzisiaj spotkamy się w barze o 14:00.
Wstałem spokojnie o 11:00, zjadłem
śniadanie, wziąłem prysznic i umyłem zęby. Ubrałem się i
czekałem trochę. Nie chciałem być przed wszystkimi. Chwilę przed moim wyjściem
z domu Taylor napisała mi, żebym ubrał się lepiej niż zwykle, bo Carlos zdobył
rolę w jakimś nowym filmie i trzeba to opić. No więc od nowa musiałem się ubrać
i uczesać włosy. Zastanawiałem się dlaczego Los nie napisał o roli wczoraj na
Twitterze. Może dowiedział się o tym dzisiaj? Z myśli wyrwał mnie dzwonek
mojego telefonu. Dzwonił James.
- Halo? - odebrałem.
- Stary, gdzie ty się podziewasz? Już dawno
jesteśmy na miejscu, a ciebie nie ma - słyszałem w tle wszystkich pozostałych
przyjaciół i muzykę.
Spojrzałem
na zegarek i faktycznie było już późno.
- Sorry, ale musiałem się od nowa ubrać i w
ogóle.
- No to ruszaj dupę i przyjedź.
- Dobra, poluzuj stringi. Zaraz będę.
- Ja nie noszę stri... - nie usłyszałem
całej odpowiedzi, ponieważ się rozłączyłem.
Było w pół
do 15, więc wziąłem telefon i klucze i poszedłem do baru. Nie miałem daleko,
więc doszedłem w jakieś 10 minut. Wszedłem do środka i oczywiście zobaczyłem
całą moją sforę.
- Jestem już - podszedłem do nich.
- Nareszcie! - moja dziewczyna uwiesiła mi
się na szyi.
Pocałowaliśmy
się.
- Hej, Carlos dlaczego ja się dzisiaj
dowiedziałem, że grasz w filmie? - zapytałem siedzącego obok przyjaciela.
- Tak jakoś wyszło - zaśmiał się - Ale
świętujemy gdzie indziej.
- Jak to? - zapytałem.
- Jedziemy do lokalu - powiedziała Taylor.
- Nie obraźcie się, ale nie jestem pewien
czy zdobycie roli w filmie to taka wielka okazja na imprezę - stwierdziłem.
sobota, 24 stycznia 2015
Niania
Etykiety:
by RusherBerry
,
z Jamesem
Elena miała 20 lat. Była zgrabną brunetką o dużych, brązowych oczach. Sięgała mi do klatki piersiowej, więc tak czy siak, zawsze patrzyłem na nią z góry. Zatrudniłem ją po tym, jak wstawiłem ogłoszenie w internecie. Przyszła do mnie, przedstawiła mi swoje referencje i nazajutrz została na dzień próbny. Szczerze mówiąc to nie chciałem jej, bo nie miała za dużego doświadczenia. Nawet nie miała rodzeństwa, którym opiekowałaby się dawniej, zero kontaktu z dziećmi. Ale wszystkie nianie do tej pory były wykształcone, doświadczone i niewiadomo co robiły, więc pomyślałem, że może amatorka by się przydała. No i została na dzień próbny. Dzieci ją polubiły i już pracuje u nas dwa miesiące.
środa, 31 grudnia 2014
Carlexa - historia prawdziwa
Etykiety:
by RusherBerry
,
z Carlosem
*Alexa*
Dzisiaj był Sylwester, więc wybrałam się do centrum, żeby kupić jakiś fajny ciuch i rzeczy potrzebne na imprezę. W tym roku to przyjaciele przychodzili do mnie, więc miałam dużo pracy.
Zaparkowałam samochód na parkingu i weszłam do centrum handlowego. Najpierw wybrałam się do mojego ulubionego sklepu z odzieżą, aby kupić jakąś fajną sukienkę.Wypatrzyłam wspaniałą, koronkową, małą czarną i oby dał Bóg, żebym się w nią zmieściła. Ufff... na szczęście poszło gładko. Zapłaciłam i udałam się do marketu po jakieś przekąski itp. Wyszłam cała obwieszona torbami i kierowałam się do wyjścia. Nagle zaczął dzwonić mój telefon, który miałam w torebce, więc zaczęłam się motać i go szukać. Nie patrzyłam gdzie idę i nagle poczułam, że natrafiłam na jakąś przeszkodę i wszystkie torby wypadły mi z rąk.
poniedziałek, 15 grudnia 2014
Scooby-dooby-doo!
Etykiety:
by RusherBerry
,
z Loganem
Dzisiaj Logan miał okrutnie zły humor, z tego co wynikało z rozmowy
telefonicznej. Zadzwoniłam do niego rano, ale nie znam powodu, który spowodował
ten smutek. No więc, postanowiłam, że jakoś poprawię mu nastrój i zabiorę do
kina.
Podjechałam
pod jego dom przed 15:00 i zapukałam do drzwi. Otworzył mi w piżamie:
- No, cześć. A ty jeszcze w piżamach? - zdziwiłam się.
- Julia, mówiłem ci, że mam zły humor i nie chcę mi się nic dzisiaj
robić - powiedział smętnie.
- No wiem, ale pomyślałam, że poprawię mojemu misiaczkowi humorek -
uśmiechnęłam się - Ubieraj się szybko i jedziemy.
- Gdzie?
- Do kina. Lubisz kino przecież.
Mruknął niezadowolony i poszedł do sypialni. Przestąpiłam przez próg i
czekałam na niego w przedpokoju. Po 20 minutach wyszedł już ogarnięty.
- Dlaczego ty mi to robisz? - jęknął.
- Bo cię kocham - wzruszyłam ramionami i poszliśmy do samochodu.
Kiedy byliśmy już w kinie, zaczęliśmy przeglądać dzisiejszy repertuar.
Logan strasznie wybrzydzał, a nie chcieliśmy czekać półtorej godziny na lepszy
film, więc postanowiliśmy, że obejrzymy "Scooby-doo".
piątek, 7 listopada 2014
Boski hydraulik
Etykiety:
by RusherBerry
,
z Jamesem
Upalny dzień w Los Angeles. Dzień jak co dzień. Dzieci były w szkole, a ja - samotna matka - siedziałam na balkonie opalając się. Słońce prażyło tak niemiłosiernie, że nie mogłam dłużej siedzieć na leżaku, jak homar na patelni. Zawinęłam się stamtąd i poszłam pod prysznic. Rozebrałam się i odkręciłam kurek z zimną wodą. Woda nie poleciała. Czy coś było nie tak? Zakręciłam go i spróbowałam jeszcze raz. I nic. Tak samo spróbowałam z gorącą wodą. Bez skutku. Poszłam do kuchni i odkręciłam kran. Czyżby jakaś awaria? Ubrałam się w spódniczkę i bluzkę na ramiączka, i poszłam do sąsiadki. Zapukałam do drzwi, a tam otworzyła mi Ally.
- Cześć, skarbie.
Nie ma u mnie wody, u ciebie też? - zapytałam.
- Wiesz co, nawet
nie wiem. Poczekaj chwilkę - przyjaciółka oddaliła się na chwilę.
Po minucie wróciła.
- Jest. Leci i
ciepła, i zimna. Może znów masz awarię jak w zeszłym miesiącu?
- A ten hydraulik
zapewniał mnie, że jest dobrze - prychnęłam.
- Wiesz jak to
jest... - zwątpiła Ally.
- Tak, tak wiem.
Cóż, muszę zadzwonić po jakiegoś majstra. Dzięki za pomoc, do zobaczenia -
pożegnałam się.
- Cześć - kobieta
uśmiechnęła się i zamknęła drzwi.
Poszłam do domu
wkurzona. To już trzeci raz w tym roku. To mieszkanie po rodzicach nie było
dobrym pomysłem - pomyślałam. Chwyciłam za telefon i wystukałam w nim numer.
Kiedy wreszcie raczyli odebrać, wytłumaczyłam o co chodzi i podałam adres
mojego domu. Miałam nadzieję, że tym razem nie przyślą do mnie jakieś przymuła,
który pracował pierwszy tydzień.
Po 20 minutach
oczekiwania, zjawił się u mnie ów hydraulik. Otworzyłam grzecznie drzwi, a w
progu ujrzałam wysokiego mężczyznę. Kilkudniowy zarost, muskuły widoczne zza
rękawa białej koszulki, ktora w części była zasłonięta robotniczymi
ogrodniczkami w kolorze zgniłej zieleni. W lewej ręce trzymał czerwoną skrzynkę
z narzędziami. Bob Budowniczy bez kasku i w przystojniejszym wydaniu.
niedziela, 17 sierpnia 2014
Drwal
Etykiety:
by RusherBerry
,
z Jamesem
Razem z dziewczynami wracałyśmy znad
morza. Dzisiejszy dzień był mega upalny. Nie dało się wytrzymać, więc
jechałyśmy z otwartym dachem, bo jak na złość wysiadła nam klimatyzacja. Wszystkie
ubrane byłyśmy tylko w stanik i króciutkie spodenki lub spódniczki. Jechałyśmy
już ponad 2 godziny i zgłodniałyśmy. Miałyśmy nadzieję, że teraz, kiedy
przejeżdżamy przez jakieś lasy, gdzieś w pobliżu znajdzie się jakaś karczma czy
bar i się zatrzymamy. Tak się też stało.
Leśna chata, dość obszerny zajazd. Na
parkingu stało kilka ciężarówek z drzewem na pace. Widocznie urzędowało tu dużo
drwali. Zaparkowałyśmy i wysiadłyśmy z samochodu. Kilka kierowców obserwowało
nas i posyłało słodkie uśmieszki. Nic nie podobało mi się w tych spoconych,
łysych kotletach i dziewczynom na szczęście też. Poszłyśmy do środka. Kiedy
otworzyłyśmy drzwi, buchnęło w nas przyjemne uczucie zimna. Było bardzo
przyjemnie i chłodno. Poczułyśmy niebywałą ulgę. Usiadłyśmy przy jednym ze
stolików i wzięłyśmy karty menu. Przez tę nagłą zmianę temperatury i chęć
załatwienia się, odechciało mi się jeść. Przeprosiłam moje towarzyszki i
powiedziałam, że idę rozprostować nogi. Dziewczyny tylko kiwnęły głowami, a ja
wyszłam z karczmy. Znów poczułam na skórze prażące słońce.
sobota, 5 lipca 2014
Szara myszka i Bad boy 2
Etykiety:
by RusherBerry
,
z Kendallem
Od incydentu z Kendallem minął już miesiąc. Przez dokładnie 31 dni nie
odezwaliśmy się do siebie. Przez pierwsze dni mi to nie przeszkadzało, ale
później czułam się coraz gorzej. Chyba naprawdę zaczęłam coś do niego czuć.
Przez to całe jego ignorowanie mnie, popadłam w depresję. Przestałam się uczuć,
co spowodowało obniżenie się moich ocen, cały wolny czas przesiadywałam w
bibliotece i zamyślałam się na długi czas. Kiedy tylko widziałam Kendalla
czułam motylki w brzuchu i uśmiechałam się, ale chyba w tym przypadku sama do
siebie, bo on nawet mnie nie widział. Ciekawe czy wie jak mam na imię?
Wielkimi krokami zbliżała się studniówka. Od dzisiaj do studniówki zostały
3 dni. Chociaż uchodziłam za mola książkowego to lubiłam chodzić na imprezy,
nie na byle jakie dyskoteki bez okazji, tylko na imprezy typu Halloween, Walentynki
itp. Chodziłam na nie sama, ale zawsze znalazł się ktoś do tańca, do pogadania,
to że byłam mądra nie oznaczało, że nie miałam znajomych.
Dzisiejszy dzień przebiegał jak zawsze. Jednak na każdym kroku mogło się
zobaczyć plakaty związane z balem, a w sali gimnastycznej został powieszony
ogromny kalendarz z zegarem, który przypominał każdemu, że za 3 dni i kilka
godzin odbędzie się studniówka. Większość miała już pary. Nie wiem czy Kendall
kogoś miał, w zasadzie nie interesowało mnie to... To mnie zżerało od środka. Pragnęłam
się dowiedzieć. Ale wnioskowałam, że nikogo nie ma, ponieważ można go było
zobaczyć tylko w towarzystwie chłopców. Miałam dylemat, iść czy nie iść na bal?
sobota, 28 czerwca 2014
Wakacyjny trening (100k)
Etykiety:
by RusherBerry
,
z Carlosem
AM
Stanęłam na wadze i aż złapałam się za głowę, kiedy zobaczyłam co mi pokazała. Wiedziałam, że ostatnio trochę się zaniedbałam, ale żeby aż tak przytyć od ostatniego ważenia. Nie do pomyślenia. Postanowiłam, że się za siebie wezmę. Zawsze rano w telewizji leciał aerobik, więc postanowiłam skorzystać.
sobota, 31 maja 2014
Trujący koralowiec
Etykiety:
by RusherBerry
,
z Loganem
- To, co
chłopaki? Na plażę! - krzyknął Carlos.
Dzisiaj ja,
James, Kendall i Los zrobiliśmy sobie męski wypadzik. Ostatnio mało się
widywaliśmy, więc postanowiliśmy coś z tym zrobić. Jechać na plażę to nie jest
jakiś przebłysk geniuszu (Jamesa), ale zawsze coś. Ręczniki i zimne piwko
zapakowane, więc mogliśmy już jechać.
Jeszcze za
czasów "Windows Down" upatrzyliśmy sobie fajne miejsce na plaży. Zero
ludzi i wysokie klify, z których, kiedy patrzyło się lornetką, można było
zobaczyć laski opalające się na głównej plaży. Od razu przypadło nam do gustu.
Rozebraliśmy
się do kąpielówek i od razu zaczęliśmy skakać do wody. Nie obyło się bez selfie
półnagiego Jamesa i głupot, opowiadanych przez Kenda. Kiedy pływanie nas trochę
znudziło, postanowiliśmy odpocząć. Wyszliśmy z wody, a Carlos wyjął cztery piwa
z torby. Coś zaswędziało mnie pod stopą. Kiedy szedłem, bolało mnie. Zacząłem
drapać to miejsce, ale większej uwagi na tym nie skupiłem. Usiedliśmy na
ręcznikach i zaczęliśmy pić. Nagle Kendall o mało nie zachłysnął się napojem.
- Matko
Boska, stary, co ty masz na stopie? - wskazując miejsce, w które się drapałem.
- Co? -
uniosłem nogę do góry.
Zobaczyłem
mały, jakby ułamany, kolec czy coś w tym stylu. Z otworku spływało trochę krwi,
a miejsce było całe zaczerwienione.
- Coś mi tu
weszło - powiedziałem bez przejęcia i wyjąłem kolec.
- Może
trzeba z tobą na pogotowie? - zapytał Carlos.
- No coś
ty. Nie będziecie mnie wozić do szpitala przez takie coś - parsknąłem.
poniedziałek, 28 kwietnia 2014
Cheerleaderka
Etykiety:
by RusherBerry
,
z Kendallem
Na boisku rozległ się odgłos gwizdka trenera.
- Schmidt,
schodzisz! - usłyszałem ciężki głos mojego wychowawcy.
- Co?!
Dopiero zdążyłem wejść na boisko! - oburzyłem się.
- Nie
pyskuj, cwaniaczku! Był faul!
- Kurwa -
mruknąłem pod nosem i rzuciłem piłką w ziemię.
Usiadłem na
trybunach, a na moje miejsce... Oczywiście! Jared! Szatynek, który nie wiadomo
skąd przybłąkał się do naszej szkoły i w niespodziewany sposób został kapitanem
drużyny futbolowej, którą dowodziłem wcześniej ja.
Byłem mega
wkurwiony. Rzuciłem kaskiem o ziemię i poszedłem do szkoły. Przy wejściu złapał
mnie Carlos.
- Hej
stary, co ty taki wkurzony? - zapytał.
- Zapytaj
się naszego kochanego wuefisty i jego pupilka!
- Kurde,
nie zachowuj się jak naburmuszona nastolatka.
- Łatwo
powiedzieć, ty nie zostałeś zwolniony ze stanowiska kapitana w drużynie.
- Oj,
rozpaczasz. Tak bywa. Pogódź się z tym.
Jebnąłem
tylko focha na niego.
- Wiesz co
poprawi ci humor? - powiedział z uśmiechem.
- Co?
- Cheerleaderki
mają próbę na sali - jego uśmiech się powiększył - Idziesz?
wtorek, 22 kwietnia 2014
Ciężkie życie gwiazdy
Etykiety:
by RusherBerry
,
z Jamesem
Czas wlókł się niemiłosiernie przez cały dzień. Siedziałem w
studio i gapiłem się w zegar.
"Jeszcze
minutka" - myślałem - "Już, zaraz."
Nagle
wskazówka przesunęła się i wybiła godzina 22:00.
- Do
widzenia! - krzyknąłem i niczym koń, galopem popędziłem do auta.
Odpaliłem
silnik i wcisnąłem gaz. W radio, jak na złość, leciała jakaś wolna ballada.
Zadziałało to na mnie jak kołysanka. Zacząłem zasypiać za kierownicą. Powieki
stawały się ciężkie, aż wreszcie zapadła ciemność. Nagle usłyszałem pisk opon i
klakson. Od razu wyrwało mnie to ze snu. O mało nie uderzyłbym w samochód obok.
Szybko zjechałem z powrotem na mój pas i
wyłączyłem to cholerne radio. Życie sławy nie jest taką sielanką. Od rana próby
do DWTS, wywiady, fani, jeszcze studio. Przynajmniej teraz nie muszę uczyć się
na pamięć kilku stron scenariuszy.
Rozmyślając
nad moim życiem, czas minął mi szybko i zanim się obejrzałem byłem już przed
moim domem. Zgasiłem silnik i wysiadłem z samochodu. Przekroczyłem próg drzwi i
na samym wejściu runąłem na pufę stojącą w rogu. Leniwie zdjąłem buty i
wstałem. Wolnym krokiem ruszyłem do kuchni, żeby się napić. Zauważyłem, że
drzwi na ogród są uchylone.
"Czyżby
jeszcze nie spała?" - zapytałem w myślach.
- Kochanie,
to ty?! - usłyszałem głos mojej dziewczyny.
- Tak to
ja! Gdzie jesteś?! - odkrzyknąłem jej.
- W
ogrodzie!
- Zaraz do
ciebie przyjdę!
Wziąłem
kilka łyków zimnego soku pomarańczowego i poszedłem nad basen w ogrodzie. Od
tyłu widziałem postać leżącą na leżaku. Zbliżyłem się bardziej do niej. Kiedy
zobaczyłem ją w całej okazałości zmroziło mnie. Leżała sobie taka niewinna w
staniczku i majtkach, popijając drinka.
piątek, 4 kwietnia 2014
Motocyklista
Etykiety:
by RusherBerry
,
z Jamesem
Mieszkałam w małym miasteczku, dosyć cichym, gościnnym, ale i
tajemniczym, tak jak lubię. Nie było gwaru samochodów, odoru dymu czy innych
nieprzyjemnych rzeczy. Po prostu takie wieś-miasteczko. Szłam właśnie
chodnikiem, niezbyt zadbanym, na pobliski plac zabaw. Mieli go wyburzyć, więc
chciałam jeszcze skorzystać z okazji i przed dzień rozwalenia go, trochę na nim
pobyć. W miejscowości nie było za dużo dzieci, co mnie bardzo cieszyło, bo
nienawidzę tych małych istot, więc nie przychodził tu prawie nikt. Pewnie
dlatego chcieli go zburzyć dla miejsca na jakiś blok czy coś. Przeważnie byłam tu ja ze
swoimi myślami. Przeszłam przez taśmę, która była owinięta wokół wejścia na
plac i ostrzegała, żeby nie wchodzić z powodu niebezpieczeństwa, i ruszyłam w
stronę huśtawek. Usiadłam na jedną, która dosyć głośno skrzypnęła i zaczęłam
poruszać powoli nogami, żeby wprawić ją w ruch. Włożyłam słuchawki do uszu i
włączyłam na full muzykę. Z czasem zaczęłam się rozpędzać i w rytm piosenki,
huśtać się. Przy piątej piosence coś mi przeszkodziło. Czułam jakieś drżenie. W
pierwszej chwili nie zwróciłam na to uwagi, a poza tym nic innego nie słyszałam
oprócz muzyki. Dopiero kiedy przez głośną muzykę przedarł się głośny ryk,
wyjęłam jedną słuchawkę z ucha. Rozejrzałam się dookoła i co zobaczyłam?
Jakiegoś gościa na motorze, który palił gumę. Był cały w skórze, na rękawach
miał kolor biały i czerwony, a tak to wyglądał jak czarna wdowa. Kiedy
zobaczył, że patrzę na niego przestał robić dym i także spojrzał na mnie.
- To dla
mnie ten popis?! - krzyknęłam, bo stał dosyć daleko.
- A widzisz
kogoś innego dla kogo mógłbym to robić?! - odkrzyknął mi.
sobota, 15 marca 2014
Sekretarka
Etykiety:
by RusherBerry
,
z Kendallem
Dzisiejszy dzień był okropny. Zacznijmy od początku: najpierw spóźniłam się do pracy, ponieważ budzik nie zadzwonił na czas, potem mój komputer się zepsuł. Cały dzień chodziłam w ciężkich szpilkach i na nadmiar tego, musiałam szczerzyć się do każdego ważniejszego typka w firmie, ale mój ukochany szef jest tak mną zatroskany, że musiał kazać mi zostać po godzinach i uzupełniać jakieś rachunki. Księgowa i sekretarka? Tak, niestety. Mądrzy ludzie tacy jak ja muszą płacić za swą inteligencję.
Siedziałam z okularami na nosie przy biurku. To zerkałam w monitor, to w papiery. Okropnie bolały mnie oczy, ale cóż poradzić. Usłyszałam kroki. To pewnie Kendall, znaczy mój szef, szedł tutaj. Przyznam, że nie lubiłam zostawać dłużej w pracy, ale ta cisza była lepsza niż hałas od rana.
- Witaj Amando - powiedział.
- Dobry wieczór - nie szczędziłam sobie krzywego wzroku na niego.
- Czyżby nie był taki dobry? - zapytał z uśmieszkiem.
Był wredny, to muszę przyznać, ale tak naprawdę to nie mogłam mu się oprzeć.
- Nie, szefie. Jest wręcz wspaniały - z sarkazmem odpowiedziałam.
- To się cieszę, ponieważ jutro także zostaniesz.
Wbił mnie w ziemię tą wiadomością.
Siedziałam z okularami na nosie przy biurku. To zerkałam w monitor, to w papiery. Okropnie bolały mnie oczy, ale cóż poradzić. Usłyszałam kroki. To pewnie Kendall, znaczy mój szef, szedł tutaj. Przyznam, że nie lubiłam zostawać dłużej w pracy, ale ta cisza była lepsza niż hałas od rana.
- Witaj Amando - powiedział.
- Dobry wieczór - nie szczędziłam sobie krzywego wzroku na niego.
- Czyżby nie był taki dobry? - zapytał z uśmieszkiem.
Był wredny, to muszę przyznać, ale tak naprawdę to nie mogłam mu się oprzeć.
- Nie, szefie. Jest wręcz wspaniały - z sarkazmem odpowiedziałam.
- To się cieszę, ponieważ jutro także zostaniesz.
Wbił mnie w ziemię tą wiadomością.
piątek, 7 marca 2014
Owocowy deser.
Etykiety:
by RusherBerry
,
z Carlosem
- Hej, skarbie, co robisz? - zapytał, obejmując mnie w pasie.
- Robię sobie sałatkę, chcesz też?
- Tak chętnie, ale mam lepszy pomysł.
- Jaki?
- Idź sobie do salonu, a ja cię zawołam.
- Ale co z moją sałatką?
- Przekonasz się - zabrzmiało to tajemniczo.
Na prośbę Losa wyszłam z kuchni i usiadłam sobie w salonie. Nie byłam za
bardzo pewna co zrobi, ale zaufałam mu.
Po 20 minutowym oczekiwaniu Carlos zawołał mnie. Weszłam do kuchni i mnie
zamurowało. Carlos leżał na stole nagi, przybrany w owoce, czekoladę i bitą
śmietanę.
wtorek, 4 marca 2014
Jak gdzieś utknąć, to tylko z Tobą.
Etykiety:
by RusherBerry
,
z Jamesem
Było już dosyć ciemno, wracałam od
przyjaciółki, z którą trochę pobalowałyśmy. Chwiałam się lekko, ale nie tak,
żeby zaraz każdy coś podejrzewał. Moich rodziców nie było w domu, więc mogłam
sobie pozwolić na takie coś.
Przywitałam się z portierem i poszłam w stronę windy. Lorens, bo tak się nazywał patrzył na monitor, gdzie widniały nagrania z różnych korytarzy, windy czy piwnicy. Obiekt był monitorowany prawie wszędzie, oczywiście nie w mieszkaniach.
- Proszę zaczekać! - krzyknęłam i szybko dobiegłam do windy, która się prawie zamknęła.
Był już w niej dwudziestu kilku letni mężczyzna, dość wysoki, szczupły, wysportowany i bardzo przystojny. Uśmiechnęłam się do niego, a on do mnie. Miał taki słodki uśmiech. Nacisnęłam guzik z numerem 10 i znowu wyszczerzyłam się do przystojniaka. Drzwi się zamknęły, a winda ruszyła. Zerkałam czasami na niego, a przez to, że alkohol szumiał mi w głowie zachowywałam się dość swawolnie i zalotnie. On chyba tego nie widział, bo trzymał ręce za plecami i czekał, aż winda się otworzy na jego piętrze. Droga mijała spokojnie, aż do 5 poziomu. W jednej chwili coś szarpnęło windą i zgasły światła. O mało nie upadłam, ale na szczęście złapałam się barierki. Wystraszyłam się, nigdy w życiu coś takiego mnie nie spotkało. Mężczyzna obok mnie zaczął naciskać guziki, ale nic to nie dało, jedyne rozbłysły światła awaryjne.
- Utknęliśmy tutaj - powiedział.
- Co?! Jak to utknęliśmy, ale chyba ktoś nas uratuje? - panikowałam.
- Spokojnie, zaraz zadzwonię do Lorensa - wyjął telefon z kieszeni.
- Dobrze znasz Lorensa?
- No jasne, mieszkam tutaj dłużej niż ty - zaśmiał się.
Przywitałam się z portierem i poszłam w stronę windy. Lorens, bo tak się nazywał patrzył na monitor, gdzie widniały nagrania z różnych korytarzy, windy czy piwnicy. Obiekt był monitorowany prawie wszędzie, oczywiście nie w mieszkaniach.
- Proszę zaczekać! - krzyknęłam i szybko dobiegłam do windy, która się prawie zamknęła.
Był już w niej dwudziestu kilku letni mężczyzna, dość wysoki, szczupły, wysportowany i bardzo przystojny. Uśmiechnęłam się do niego, a on do mnie. Miał taki słodki uśmiech. Nacisnęłam guzik z numerem 10 i znowu wyszczerzyłam się do przystojniaka. Drzwi się zamknęły, a winda ruszyła. Zerkałam czasami na niego, a przez to, że alkohol szumiał mi w głowie zachowywałam się dość swawolnie i zalotnie. On chyba tego nie widział, bo trzymał ręce za plecami i czekał, aż winda się otworzy na jego piętrze. Droga mijała spokojnie, aż do 5 poziomu. W jednej chwili coś szarpnęło windą i zgasły światła. O mało nie upadłam, ale na szczęście złapałam się barierki. Wystraszyłam się, nigdy w życiu coś takiego mnie nie spotkało. Mężczyzna obok mnie zaczął naciskać guziki, ale nic to nie dało, jedyne rozbłysły światła awaryjne.
- Utknęliśmy tutaj - powiedział.
- Co?! Jak to utknęliśmy, ale chyba ktoś nas uratuje? - panikowałam.
- Spokojnie, zaraz zadzwonię do Lorensa - wyjął telefon z kieszeni.
- Dobrze znasz Lorensa?
- No jasne, mieszkam tutaj dłużej niż ty - zaśmiał się.
czwartek, 30 stycznia 2014
Mam lepiej niż koale
Etykiety:
by RusherBerry
,
z Jamesem
O 22:00 wróciłam do domu. Byłam wykończona po całym dniu ciężkiej pracy. W
domu było ciemno jak w dupie, ale w salonie lekko migotało światło, co
oznaczało, że ktoś tam jest. Zapewne James jeszcze siedział przed
telewizorem.
Zapaliłam światło w korytarzu, zdjęłam buty i płaszcz, i
poszłam do kuchni. Otworzyłam lodówkę. Była pełna, ale nie było tego na co
miałam ochotę, więc wyjęłam z niej tylko sok pomarańczowy. Nalałam sobie do
szklanki i podreptałam do Jamesa. Był już w bokserkach i koszulce, i oglądał
program przyrodniczy o koalach. Wzięłam łyk soku i powiedziałam:
- Ale one mają dobrze.
James, aż podskoczył. Odwrócił się w moją stronę.
- Cześć kochanie.
- Hej skarbie, a ty nie śpisz? - przysiadłam się do niego.
- Wolałem na ciebie poczekać. Nie chciało mi się spać.
- Myślałam, że już będziesz sobie chrapał - zaśmiałam się.
Odwzajemnił uśmiech i wrócił do oglądania.
- A niby dlaczego one mają tak dobrze? – powiedział po krótkiej chwili
ciszy.
- Śpią sobie cały dzień, jedzą ile chcą i wiszą sobie tylko na tych
drzewach, a my ciągle praca, praca i jeszcze raz praca.
James przytaknął.
wtorek, 21 stycznia 2014
Szara Myszka i Bad Boy
Etykiety:
by RusherBerry
,
z Kendallem
by RusherBerry
Ta poranna cisza w bibliotece. Zawsze mogę tu przyjść, poczytać na
spokojnie książki, pouczyć się, albo po prostu pomyśleć. Dzisiaj akurat czekał
mnie test z historii. Przeglądałam Encyklopedię, gdy nagle usłyszałam czyiś
głos za moimi plecami:
- Hej. - odwróciłam się.
Kilka kroków ode mnie stał Kendall Schmidt - szkolny bad boy. Trenował
koszykówkę, imprezował w weekendy, bawił się w tygodniu, przychodził do szkoły
pijany albo zjarany. Palił w łazience, dewastował mienie szkoły i był... bardzo,
ale to bardzo przystojny. Różniliśmy się od siebie. Ja tylko biblioteka,
szkoła, praca, łóżko, biblioteka, szkoła, praca, łóżko. Nie uchodziłam za
kujona, bo wcale nie miałam dobrych ocen. Mało kto zdawał sobie sprawę z mojego
istnienia. Byłam po prostu sumienna i pracowita. Dzisiaj przyszłam do
biblioteki już o 7:30, ponieważ całą noc robiłam projekt na angielski i
zapomniałam się pouczyć do tego testu z historii.
- Hej - burknęłam do niego i poprawiłam okulary - Co ty tutaj robisz tak
wcześnie?
- Mogę zapytać ciebie o to samo - usiadł naprzeciwko mnie.
sobota, 7 grudnia 2013
Sesja
Etykiety:
by RusherBerry
,
z Loganem
- Gdzie jest ten Logan?! Spóźnia się 20 minut!
- krzyknęłam.
- Dzwoniłam do niego, już jest niedaleko - uspokajała mnie asystentka.
Dzisiaj miałam zrobić Loganowi zdjęcia do nowego portfolio, ale oczywiście ten bałwan zawsze musi się spóźnić. Pracowałam już z nim przy 2 czy 3 sesjach i spóźniał się najwyżej 10 minut, ale to już jest przesada. Myśli, że nie mam innych chętnych do sesji? Niech się streszcza, bo zrezygnuję. W końcu przyjechał. Wbiegł zdyszany do sali i od razu przy wejściu zaczął przepraszać, że był korek itd.
- Dobra, dobra! Lecisz do garderoby i się przebierasz - powiedziałam.
- Ok - uspokoił się i poszedł do przebieralni.
- Ale w podskokach! - krzyknęłam, a ten jak oparzony zaczął biec.
Widok był przekomiczny, ale trzeba brać się do pracy. Zerknęłam na plan sesji. Najpierw Logan w ubraniu, a potem bez koszuli. Spoko. Miałam już wiele takich sesji. Ta będzie kolejną i w dodatku dobrze płatną. Sesja miała być prosta i subtelna. Bez wulgarności. Już sobie wyobrażam orgazm jego fanek przed komputerem. Zaśmiałam się na samą myśl o tym.
Logan wyszedł wystrojony i umalowany.
- Usiądź na kanapie i wyglądaj sexy - powiedziałam do niego - Światła mały być już włączone, co z wami?! - krzyknęłam do ekipy.
- Dzwoniłam do niego, już jest niedaleko - uspokajała mnie asystentka.
Dzisiaj miałam zrobić Loganowi zdjęcia do nowego portfolio, ale oczywiście ten bałwan zawsze musi się spóźnić. Pracowałam już z nim przy 2 czy 3 sesjach i spóźniał się najwyżej 10 minut, ale to już jest przesada. Myśli, że nie mam innych chętnych do sesji? Niech się streszcza, bo zrezygnuję. W końcu przyjechał. Wbiegł zdyszany do sali i od razu przy wejściu zaczął przepraszać, że był korek itd.
- Dobra, dobra! Lecisz do garderoby i się przebierasz - powiedziałam.
- Ok - uspokoił się i poszedł do przebieralni.
- Ale w podskokach! - krzyknęłam, a ten jak oparzony zaczął biec.
Widok był przekomiczny, ale trzeba brać się do pracy. Zerknęłam na plan sesji. Najpierw Logan w ubraniu, a potem bez koszuli. Spoko. Miałam już wiele takich sesji. Ta będzie kolejną i w dodatku dobrze płatną. Sesja miała być prosta i subtelna. Bez wulgarności. Już sobie wyobrażam orgazm jego fanek przed komputerem. Zaśmiałam się na samą myśl o tym.
Logan wyszedł wystrojony i umalowany.
- Usiądź na kanapie i wyglądaj sexy - powiedziałam do niego - Światła mały być już włączone, co z wami?! - krzyknęłam do ekipy.
sobota, 30 listopada 2013
Goście weselni
Etykiety:
by RusherBerry
,
z Jamesem
Szykowałam się na ślub przyjaciółki. Miałam być
jej świadkową. Cieszyłam się, że wybrała akurat mnie, bo ma jeszcze 2 siostry
ale one zostały druhnami. Znałyśmy się od przedszkola, a tak właściwie ja, ona
i Kendall, znaliśmy się od przedszkola. Na ślubie także miał być Kends i
jeszcze jego trzech przyjaciół. Znałam Carlosa i Logana, ale tego trzeciego nie
za bardzo. Nawet nie pamiętam jak się nazywa.
Punkt 16:00 rozpoczął się ślub. Kątem oka zauważyłam Kendalla i jego przyjaciół. Dopiero wtedy przypomniało mi się, że ten ostatni ma na imię James. Musiałam przyznać, że niezłe
Punkt 16:00 rozpoczął się ślub. Kątem oka zauważyłam Kendalla i jego przyjaciół. Dopiero wtedy przypomniało mi się, że ten ostatni ma na imię James. Musiałam przyznać, że niezłe
z niego ciastko. Na
pierwszy rzut oka uznałam, że jest lalusiem, bo wskazywał na to idealny stan
jego fryzury. Każdy kosmyk był pewnie układany przez godzinę. Nie chciałam
jednak budować mojej opinii na podstawie przypuszczeń. Miałam nadzieję, że
chłopaki mnie mu przedstawią i będę miała okazję poznać jego charakter.
Ślub przebiegł bez żadnych perturbacji i wreszcie pojechaliśmy na salę weselną. Byłam już na kilku weselach, ale to zapowiadało się na najlepsze z nich. Po tradycyjnych weselnych zabawach i kilku głębszych wszyscy już byli rozluźnieni. Kendall podszedł do mnie i powiedział:
Ślub przebiegł bez żadnych perturbacji i wreszcie pojechaliśmy na salę weselną. Byłam już na kilku weselach, ale to zapowiadało się na najlepsze z nich. Po tradycyjnych weselnych zabawach i kilku głębszych wszyscy już byli rozluźnieni. Kendall podszedł do mnie i powiedział:
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)



















