W te wakacje udałem
się z przyjaciółmi na dwutygodniowy rejs po oceanie. Uwielbiałem takie podróże.
Czułem się wtedy oderwany od rzeczywistości, która była dość męcząca. Ciągłe
wywiady, koncerty, zdjęcia na planie doprowadzały mnie do wyczerpania. Podczas
tego wspaniałego rejsu postanowiliśmy zahaczyć o wyspę. Już pierwszego dnia na
imprezie plażowej bawiłem się świetnie, ale do pewnego momentu. Humor popsuł mi
pewien jegomość. A tym kimś był, Louis, najbardziej znienawidzony przeze mnie,
jak i przez moich przyjaciół chłopak. Na każdym kroku był wobec mnie opryskliwy
i ironiczny, a jakby jeszcze tego było mało przeleciał moją była dziewczynę. Od
tamtej pory szczerze się nienawidziliśmy. Przy każdej sposobności starał się
udowodnić mi, że jest lepszy i przystojniejszy niż ja. Nie chciałem patrzeć na
jego bezczelny uśmieszek wiec po prostu opuściłem tamto miejsce. Wędrowałem
sobie brzegiem plaży gdy nagle mój wzrok przykuła siedząca na piasku brunetka.
Była oświetlona przez pobliską latarnie więc mogłem jej się przyglądnąć. Była
ładnie opalona i miała śliczne nogi. Siedziała sama i bawiła się bransoletką na
swojej lewej kostce. Postanowiłem podejść i zagadać. Chrząknąłem i spytałem:
niedziela, 5 lipca 2015
środa, 1 lipca 2015
Porwana i porywacz - inna prawda
Etykiety:
by Ada Maslow
,
Porwana i porywacz
,
z Jamesem
*James*
Mijały
miesiące, a ja starałem się zapomnieć o Nicole. Z mieszkania wychodziłem tylko
po wódkę. Tylko ty mnie rozumiesz moja wódeczko. Od zniknięcia Nicole, moje dni
toczyły się cały czas w takim samym rytmie. Chlanie, utrata przytomności,
pobudka i znowu chlanie. Między chlaniem, a chlaniem zdarzało mi się, że
wpuściłem do mieszkania Matta, który liczył, że swoimi głupimi pomysłami
wyciągnie mnie z dna, którego sięgnąłem. Dziś nie było inaczej. Obudziłem się
na podłodze, w kałuży swoich rzygów. Usiadłem i rozejrzałem się za czymś do
picia. Pod ręką była tylko do połowy opróżniona butelka wódki. Nie
zastanawiając się długo, sięgnąłem po nią i wypiłem duszkiem. Stężenie
procentów zaparło mi na chwilę dech. Wielkimi haustami łapałem powietrze, a w
oczach miałem łzy. Kiedy wreszcie przełyk przestał mnie palić, otarłem twarz w
brudną koszulkę, którą miałem na sobie. Nagle zabolała mnie głowa. Czułem jakby
ktoś stukał mi młotkiem w czaszkę. Zaraz. Przecież to pukanie do drzwi. Ja
pierdolę, to na pewno Matt. Próbując wstać, poślizgnąłem się na rzygach, w
których leżałem i jebnąłem zwłokami w stolik.
środa, 6 maja 2015
Pomaturalne problemy
Etykiety:
by Ada Maslow
,
by Nika
,
z Kendallem
Wreszcie
wyszłam z sali egzaminacyjnej. Dziś był ostatni dzień matur. Przez ostatnie
miesiące ciągle zakuwałam tak, że nie miałam zbytnio czasu dla mojego chłopaka,
Kendalla Schmidta. Mimo, iż było między nami sześć lat różnicy wieku, to nie
robiliśmy sobie z tego powodu problemów. Najważniejsza była tylko nasza miłość.
Gdy znalazłam się na świeżym powietrzu wyciągnęłam telefon i wysłałam sms ‘a do
mojego ukochanego:
,,Właśnie wyszłam. Widzimy się dziś wieczorem? Bardzo cię kocham;*"
Schowałam telefon do torebki i ruszyłam do domu. Gdy weszłam moi rodzice zaczęli mnie wypytywać, jak poszła mi matura. Codziennie pytali o to samo. Jak poszło? Czy pytania były trudne? A jak reszta kolegów? Odpowiadałam krótko, bo chciałam wreszcie przestać myśleć o tych cholernych maturach. Rodzice chcą abym tak jak oni poszła na medycynę. Mnie zaś marzą się studia aktorskie. W dążeniu do celu wspiera mnie Kendall. Dlatego moi rodzice go nie tolerują. Musiałam dzielić życie między rodziców i Kendalla, bo niemożliwe było, aby spotkać się we wspólnym gronie.
,,Właśnie wyszłam. Widzimy się dziś wieczorem? Bardzo cię kocham;*"
Schowałam telefon do torebki i ruszyłam do domu. Gdy weszłam moi rodzice zaczęli mnie wypytywać, jak poszła mi matura. Codziennie pytali o to samo. Jak poszło? Czy pytania były trudne? A jak reszta kolegów? Odpowiadałam krótko, bo chciałam wreszcie przestać myśleć o tych cholernych maturach. Rodzice chcą abym tak jak oni poszła na medycynę. Mnie zaś marzą się studia aktorskie. W dążeniu do celu wspiera mnie Kendall. Dlatego moi rodzice go nie tolerują. Musiałam dzielić życie między rodziców i Kendalla, bo niemożliwe było, aby spotkać się we wspólnym gronie.
środa, 22 kwietnia 2015
Liebster Award
Etykiety:
Ogłoszenia
Wielokrotnie nominowaliście nas już do Liebster Award, więc w końcu postanowiliśmy odpowiedzieć na ową nominację :) Dzięki Wam wszystkim :)
Odrobina formalności ;)
Nominacja do LA otrzymywana jest od innego autora bloga w podzięce za dobrze wykonaną robotę na blogu.
Nagrodę otrzymują blogi które mają mniejszą liczbę obserwujących, co pomaga je rozpowszechnić.
Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań, od bloga który cię nominował. Następnie ty nominujesz 11 osób i informujesz ich o tym.
Zadajesz 11 pytań
Nie wolno nominować bloga który cię nominował!
A oto odpowiedzi na pytania od autorki bloga Together for Life Total after death,
których udzielę ja, Chris i Nika ;)
Odrobina formalności ;)
Nominacja do LA otrzymywana jest od innego autora bloga w podzięce za dobrze wykonaną robotę na blogu.
Nagrodę otrzymują blogi które mają mniejszą liczbę obserwujących, co pomaga je rozpowszechnić.
Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań, od bloga który cię nominował. Następnie ty nominujesz 11 osób i informujesz ich o tym.
Zadajesz 11 pytań
Nie wolno nominować bloga który cię nominował!
A oto odpowiedzi na pytania od autorki bloga Together for Life Total after death,
których udzielę ja, Chris i Nika ;)
niedziela, 5 kwietnia 2015
Polowanie na niedźwiedzia
Etykiety:
by BigTimeChris
,
z Jamesem
Wybierałam się do kuzynki w odwiedziny. Nigdy jeszcze u niej nie byłam. Odkąd wyszła za mąż nasz kontakt się urwał, a teraz zaprosiła mnie do siebie. Bardzo mnie to zdziwiło, jednak postanowiłam do niej pojechać. Spakowana wyszłam z domu i wsiadłam do auta. Wbiłam adres w nawigację i ruszyłam do celu. Droga dłużyła mi się niemiłosiernie. Cały czas prosto i prosto. Nagle usłyszałam: „teraz skręć w lewo”. Ucieszyłam się, że monotonia wreszcie minie, ale przeraziło mnie to, że muszę wjechać do lasu. Zawsze unikałam takich miejsc. Drzewa, zieleń… To nie dla mnie. Ale jak mus, to mus. Włączyłam kierunkowskaz i skręciłam w lewo. Jechałam asfaltową drogą pośród drzew. Były tak wielkie i rozłożyste, że niemal nie widziałam nieba. Nagle na desce rozdzielczej zaczęła mi migać jakaś kontrolka. Nie wiedziałam o co chodzi, dlatego się zatrzymałam. Zgasiłam silnik i wyszłam z auta, by podnieść maskę. Może tam coś się zadziało. Kiedy otworzyłam klapę, uderzyła we mnie wielka chmara pary. Silnik wręcz dymił. Przestraszyłam się. Trzasnęłam maską i odskoczyłam od auta. Złapałam telefon w rękę, by zadzwonić po pomoc drogową. Cholera! Brak zasięgu! Nacisnęłam guzik na pilocie obok kluczyka, co zamknęło samochód i ruszyłam na poszukiwania sieci. Ciągle nic. Nawet nikt nie jechał tą cholerną drogą, więc nie miałam kogo poprosić o pomoc. Wtem pośród drzew dostrzegłam człowieka. Chyba mężczyznę. Zaczęłam wołać i machać rękoma.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)



