~ada_maslow
Był bardzo
ciepły dzień. Plaże były zatłoczone, a pobliskie bary wypełnione wagarującymi
studentami. Sama nie miałam ochoty spędzić tego dnia na uczelni. Zabrałam
jednak rzeczy i leniwym krokiem ruszyłam
w stronę uczelni. Po drodze dogonił mnie Kendall. Chwycił mnie za rękę i
kawałek szliśmy pusta uliczką, w którą mnie zaciągnął. Kiedy odeszliśmy już
dość daleko od głównej ulicy Kendall zapytał:
- Może
gdzieś się przejdziemy? Popatrz jaki jest piękny dzień. Szkoda go marnować w
szkole. Prooooszę.
Patrząc na
jego minę westchnęłam głęboko i zgodziłam się. Kendall powiedział, że zna wspaniałe
miejsce z dala od ludzi. Gdy dotarliśmy na miejsce, oniemiałam z wrażenia. Głęboko w lesie ukryte było małe jezioro.
Faktycznie idealne miejsce do spędzenia czasu we dwoje. Usiedliśmy na
kamieniach tuż przy wodzie i zdjęliśmy buty, aby zamoczyć stopy. Teraz
cieszyłam się, ze poszłam z Kendallem na te wagary. Słońce grzało mnie
niemiłosiernie. Siedzieliśmy w ciszy i praktycznie zapomniałam, że Kendall
siedzi tuz obok mnie. Zdjęłam bluzkę i wystawiłam brzuch na działanie promieni
słonecznych. Po chwili zorientowałam się, że Kendall patrzy na mnie. Troszkę
się zmieszałam i chciałam z powrotem ubrać bluzkę, ale Kendall wziął ją z moich rąk i powiedział:
-Nie krępuj się. Tu nikogo nie ma.