Jennifer
usiadła na krześle i schowała twarz w dłonie. Siedziała tak przez dłuższą
chwilę, aż w końcu zapytała:
- Przyjęłaś
tę rolę?
Lucy
zwlekała z odpowiedzią. Wzięła głęboki oddech i powiedziała:
- Tak.
Zrozum, że to jest dla mnie wielka okazja…
- Okazja?
Ciekawe na co? – burknęła do siebie Jennifer, tak cicho, że nikt nie usłyszał –
Rozumiem. – dodała głośniej
- Naprawdę?
– zapytała spokojnie Lucy
- Tak,
jasne. Możecie razem grać.
- Poważnie?
– Lucy, aż cofnęła się ze zdziwienia
- Taaa… ale
PO MOIM TRUPIE!
Jennifer
zerwała się z krzesła i wychodząc z mieszkania trzasnęła drzwiami.
Po kilku
minutach była już u siebie. James kołysał Samanthę w rytm dźwięków
wydobywających się z radia.
- Załatwiłaś
coś? – zapytał od razu, jak tylko zobaczył Jen
Nie uzyskał
odpowiedzi, bo Jennifer zamknęła się w łazience.
- Aha, czyli
nie. – powiedział do siebie James, a potem zwrócił się do Samanthy – Mama jest
zła. Bardzo zła.



