czwartek, 13 marca 2014

Big Time Disappear

Po wyjeździe Jo, Kendall zagnieździł się przed telewizorem. Zagnieździł w znaczeniu dosłownym, bo obłożył się poduszkami, a dookoła leżały opakowania po chipsach, ciastkach i cukierkach. Całe to jego miejsce wyglądało jak gniazdo nieszczęścia. Pełnią całego obrazu była mina Kendalla, która mówiła "zostawcie mnie, chcę tu dokończyć żywota". Oczywiście dobrzy kumple nie mieli zamiaru go zostawiać.
- Stary, chodź. Pojedziesz ze mną po Jennifer.
- Nigdzie nie jadę.
-To chociaż tu ogarnij, bo przyjedziemy tu na obiad. Twoja mama nas zaprosiła.
- Ehe.
James pokiwał głową i dał Carlosowi znak na migi, żeby zrobił coś z Kendallem, a sam pojechał do szpitala. Czekała już tam na niego spakowana Jennifer. Siedziała na kraju łóżka i czytała zalecenia zapisane przez doktora Wattersa.

sobota, 8 marca 2014

♥ Dzień Kobiet ♥

Z okazji DNIA KOBIET, BigTimeChris napisał dla Was nadprogramowe opowiadanie. Zupełnie inny styl, ale i okazja jest wyjątkowa. Wszystkiego najlepszego kobiety i dziewczęta ;) 
AM, RB i BTC
________________________________________________

Przenieś się w niesamowity świat fantazji i wyobraź sobie, że w sobotni wieczór wracasz z pracy wkurzona na szefa, że musiałaś zostać po godzinach. W rękach masz torby zakupów, które zrobiłaś zaraz po wyjściu z biurowca. Otwierasz drzwi i zamykasz je za sobą kopniakiem. Wchodzisz do przedpokoju, ściągasz buty i płaszcz. Chcesz zanieść zakupy do kuchni, kiedy nagle przed tobą staje Logan w szlafroku i z różą w zębach, klęka przed Tobą.
- Wszystkiego najlepszego kochanie. – Mówi z uśmiechem na ustach, podając Ci kwiat.
- Dziękuję, ale ja nie mam dziś urodzin. – Oznajmiasz, trzymając  go i wąchając jego zapach.
- Przecież wiem. Dzisiaj jest dzień kobiet, zapomniałaś?
- A no tak, racja. Taka okazja i tylko różę od Ciebie dostaję? Ale bieda.. – Droczysz się z nim.
- To nie wszystko. – Mówi Logan, patrząc na Ciebie zadziornie i ściągając szlafrok.
Kiedy zrzuca z siebie strój, widzisz jego nagie ciało owinięte czerwoną wstążką. Uśmiechasz się pod nosem i nie dowierzasz własnym oczom.

piątek, 7 marca 2014

Owocowy deser.

Byłam w kuchni i robiłam sobie sałatkę owocową. Kroiłam truskawki, kiedy Carlos wszedł do kuchni.
- Hej, skarbie, co robisz? - zapytał, obejmując mnie w pasie.
- Robię sobie sałatkę, chcesz też?
- Tak chętnie, ale mam lepszy pomysł.
- Jaki?
- Idź sobie do salonu, a ja cię zawołam.
- Ale co z moją sałatką?
- Przekonasz się - zabrzmiało to tajemniczo.
Na prośbę Losa wyszłam z kuchni i usiadłam sobie w salonie. Nie byłam za bardzo pewna co zrobi, ale zaufałam mu. 
Po 20 minutowym oczekiwaniu Carlos zawołał mnie. Weszłam do kuchni i mnie zamurowało. Carlos leżał na stole nagi, przybrany w owoce, czekoladę i bitą śmietanę. 

wtorek, 4 marca 2014

Jak gdzieś utknąć, to tylko z Tobą.

***
Było już dosyć ciemno, wracałam od przyjaciółki, z którą trochę pobalowałyśmy. Chwiałam się lekko, ale nie tak, żeby zaraz każdy coś podejrzewał. Moich rodziców nie było w domu, więc mogłam sobie pozwolić na takie coś.
Przywitałam się z portierem i poszłam w stronę windy. Lorens, bo tak się nazywał patrzył na monitor, gdzie widniały nagrania z różnych korytarzy, windy czy piwnicy. Obiekt był monitorowany prawie wszędzie, oczywiście nie w mieszkaniach.
- Proszę zaczekać! - krzyknęłam i szybko dobiegłam do windy, która się prawie zamknęła.
Był już w niej dwudziestu kilku letni mężczyzna, dość wysoki, szczupły, wysportowany i bardzo przystojny. Uśmiechnęłam się do niego, a on do mnie. Miał taki słodki uśmiech. Nacisnęłam guzik z numerem 10 i znowu wyszczerzyłam się do przystojniaka. Drzwi się zamknęły, a winda ruszyła. Zerkałam czasami na niego, a przez to, że alkohol szumiał mi w głowie zachowywałam się dość swawolnie i zalotnie. On chyba tego nie widział, bo trzymał ręce za plecami i czekał, aż winda się otworzy na jego piętrze. Droga mijała spokojnie, aż do 5 poziomu. W jednej chwili coś szarpnęło windą i zgasły światła. O mało nie upadłam, ale na szczęście złapałam się barierki. Wystraszyłam się, nigdy w życiu coś takiego mnie nie spotkało. Mężczyzna obok mnie zaczął naciskać guziki, ale nic to nie dało, jedyne rozbłysły światła awaryjne.
- Utknęliśmy tutaj - powiedział.
- Co?! Jak to utknęliśmy, ale chyba ktoś nas uratuje? - panikowałam.
- Spokojnie, zaraz zadzwonię do Lorensa - wyjął telefon z kieszeni.
- Dobrze znasz Lorensa?
- No jasne, mieszkam tutaj dłużej niż ty - zaśmiał się.