niedziela, 15 grudnia 2013

Zakupy z Margaret

Przechadzaliśmy się powoli ulicami Los Angeles. Ja patrzyłem w stronę budek z żarciem, a Margaret oglądała wystawy sklepowe. W pewnym momencie krzyknęła, wyrywając mnie z myślenia o jedzeniu:
- Och, zobacz jaki wspaniały zestaw. Keny, wejdźmy do środka.
Nie czekając na moją odpowiedź, pociągnęła mnie do szklanych drzwi prowadzących do piekła. Nienawidziłem chodzić na zakupy. Margie mogła chodzić na zakupy z przyjaciółkami, albo z Jamesem, ale nie ze mną. Miałem nadzieję, że szybko stąd wyjdziemy. Po chwili przekonałem się, że tak się nie stanie.
- Kendi, który Twoim zdaniem jest lepszy? Lazurowy czy turkusowy?
- Turkusowy
- Ten, który pokazałeś to Lazurowy.
- Aha. No to Lazurowy.
- O popatrz, tam jest jeszcze błękitny.
- Jezu, co za różnica.
- Znacząca Keny. Znacząca.
Wywróciłem oczami i zrezygnowany usiadłem na pufie. Margie poruszała się zwinnie pomiędzy regałami i na moje nieszczęście znalazła kolejny żakiet w odcieniu koloru niebieskiego, którego nie potrafiłem nazwać. Niosąc te trzy żakiety podbiegła do mnie i powiedziała:

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Pomocnica na farmie.

Kiedy byłem mały uwielbiałem westerny. Z Kendallem bawiliśmy się w kowbojów, a Carlos ze względu na ciemniejszą karnację zawsze był Indianinem. Bardzo zasmuciłem się, gdy ojciec zadzwonił do mnie i powiedział mi, że farma Rogera jest bliska upadku. Roger był przyjacielem ojca i w dzieciństwie często go odwiedzałem. Uwielbiam jazdę konną i gdy tylko dowiedziałem się o jego problemach, pojechałem do niego. 
Sytuacja faktycznie nie wyglądała ciekawie. Roger był już dość stary, a tegoroczne plony były dość słabe. Wszystko poszło na karmę dla zwierząt i nic nie zostało do sprzedaży. W związku z tym Roger nie maił jak zapłacić pracownikom, którzy po drugim miesiącu bez wypłaty odeszli. Już na drugi dzień wziąłem się do roboty. Bardzo szybko okazało się, że nie jestem w stanie sam ogarnąć całej farmy. W przerwie na obiad odbyłem z Rogerem rozmowę.
- Roger, musimy znaleźć kogoś do pomocy, bo sam nie poradzę sobie z całą farmą. Wiem, że pomagasz na ile jesteś w stanie, ale to i tak za mało.
- Wiem synu. – załamany spuścił głowę
Roger traktował mnie jak syna, a ja jego jak drugiego ojca. Chciałem pomóc temu zharowanemu dziadkowi.
- Roześlemy ogłoszenia i może ktoś się zgłosi. – powiedziałem
- Wątpię, żeby ktoś się zgłosił. Tamci co odeszli na pewno już rozpowiedzieli wszystkim, że jestem spłukany.
- Ale potrzebujemy kogoś.
- Daję Ci wolną rękę synu.

sobota, 7 grudnia 2013

Sesja

- Gdzie jest ten Logan?! Spóźnia się 20 minut! - krzyknęłam.
- Dzwoniłam do niego, już jest niedaleko - uspokajała mnie asystentka.
Dzisiaj miałam zrobić Loganowi zdjęcia do nowego portfolio, ale oczywiście ten bałwan zawsze musi się spóźnić. Pracowałam już z nim przy 2 czy 3 sesjach i spóźniał się najwyżej 10 minut, ale to już jest przesada. Myśli, że nie mam innych chętnych do sesji? Niech się streszcza, bo zrezygnuję. W końcu przyjechał. Wbiegł zdyszany do sali i od razu przy wejściu zaczął przepraszać, że był korek itd.

- Dobra, dobra! Lecisz do garderoby i się przebierasz - powiedziałam.
- Ok - uspokoił się i poszedł do przebieralni.
- Ale w podskokach! - krzyknęłam, a ten jak oparzony zaczął biec.
Widok był przekomiczny, ale trzeba brać się do pracy. Zerknęłam na plan sesji. Najpierw Logan w ubraniu, a potem bez koszuli. Spoko. Miałam już wiele takich sesji. Ta będzie kolejną i w dodatku dobrze płatną. Sesja miała być prosta i subtelna. Bez wulgarności. Już sobie wyobrażam orgazm jego fanek przed komputerem. Zaśmiałam się na samą myśl o tym.
Logan wyszedł  wystrojony i umalowany.
- Usiądź na kanapie i wyglądaj sexy - powiedziałam do niego - Światła mały być już włączone, co z wami?! - krzyknęłam do ekipy.

środa, 4 grudnia 2013

Prowokacje - paranoja.


Sequel do opowiadania Prowokacje. Napisane w trochę innym stylu. Bardziej wyuzdany. Mam nadzieję, że się spodoba ;)


Kto by się tego spodziewał? Życie ciągle zaskakuje. Jeszcze kilka lat temu zwariowałbym chyba na samą myśl, że jakiś dupek dobierał się do mojej żony. Myśl o tym, że mogłaby mnie zdradzić rodziła wyłącznie agresję i wyobrażenie krwawej vendetty. Kurwa, ona jest moja i tylko moja, wyłącznie dla mnie. Jak szczoteczka do zębów. Kiedy wyjeżdżałem na dłużej, czasem budziły się jakieś złe myśli, przeczucia, doprowadzało mnie to do szaleństwa. Sam nie byłem święty, o nie, zawsze hołdując zasadzie, że gol strzelony na wyjeździe liczy się podwójnie. Ale facet, to w końcu facet, instynkt zdobywcy, wiadomo musi się wyszumieć, ale kapłanka domowego ogniska ma przy nim trwać wiernie i do grobowej deski. Amen. 

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Brazylijskie zamieszanie.

Ten koncert w Brazylii zapiszę jako jeden z najbardziej udanych. Nie tylko ze względu na atmosferę jaką dawali fani, ale głównie dzięki jednej drobnej pomyłce. Menager załatwił nam pokoje w brazylijskim odpowiedniku Grand Hotel. Każdy z nas dostał osobny pokój. Mój miał największe łóżko. James strasznie nad tym ubolewał, bo on przywykł do spania na królewski łożu. Myślałby kto, że ma taką delikatną dupcię. Ale nie o tyłku Jamesa tu mowa. Na drugi dzień po zakwaterowaniu, spotkałem w holu piękną Brazylijkę. Oddawałem klucz do recepcji, a ona przechodząc obok mnie mrugnęła prawym okiem i z wdziękiem odeszła. Przez cały dzień nie mogłem o niej zapomnieć. Gdy wróciliśmy wieczorem do pokoi i zaledwie zdążyłem usiąść na kanapie, usłyszałem pukanie do drzwi. Myśląc, że to jeden z tych kretynów czegoś potrzebuje, otworzyłem drzwi z rozmachem. Moje zdziwienie było przeogromne, gdy zobaczyłem stojącą w nich ową Brazylijkę, którą spotkałem w holu.